#51. REAP - Tillie Cole

Przetrzymywany przez gruzińskich gangsterów i faszerowany nowym narkotykiem, zmuszającym do posłuszeństwa, 221 nie potrafi już myśleć, działać i żyć samodzielnie. Jest posłuszną marionetką swojego Pana, który każe mu zabijać. Mierzący prawie dwa metry, ważący niemal sto piętnaście kilogramów, niezwyciężony w walkach na śmierć i życie mężczyzna skutecznie pomaga szefowi gruzińskiego klanu, trzęsącemu podziemnym przestępczym światem w Nowym Jorku.
Do czasu, aż 221 zostaje pojmany przez swoich wrogów.
Talia Tolstoi marzy, by wyswobodzić się ze szponów trudnej egzystencji. Chciałaby żyć inaczej – zerwać się ze smyczy ojca, jednego z liderów rosyjskiej Braci, i od pracy w brutalnych Kazamatach, rodzinnym interesie zajmującym się organizowaniem walk w klatkach. Wszystko się zmienia, kiedy dziewczyna poznaje więźnia swojej rodziny, który przypomina raczej zwierzę, i zaczyna odkrywać w nim człowieczeństwo. Ten potężny, piękny, poraniony mężczyzna przemawia do jej serca.
Jednak nie obejdzie się bez ofiar. 

Raze skradł mi serce. I to jest niepodważalny fakt, z którym nie ma nawet sensu dyskutować. W swojej recenzji zresztą dałam temu wyraz, niejednokrotnie zaznaczając, że choć pierwsza część serii Poranione dusze pióra Tillie Cole jest brutalna i surowa, to mimo wszystko ma też w sobie pewną świeżość, przez co na rynku wydawniczym powiało nowym. Choć autorka pokusiła się sięgnąć po dość trudną i niewątpliwie bardzo wymagającą tematykę, dała radę, a ja zostałam całkowicie kupiona historią Luki i Kisy. Przyznam się bez bicia, że z niecierpliwością czekałam na kontynuację. Ciekawa byłam czym tym razem uraczy swoich czytelników Tillie Cole i jaki pomysł ma na pociągnięcie fabuły. Potencjał był bowiem ogromny, sztuką było go nie zaprzepaścić.
I wreszcie nadszedł ten dzień, a w moje ręce trafił Reap. Tak podobny, a jednak tak bardzo różny od poprzednika. 

„Na moim policzku wylądowała dłoń i pozostała tam, póki ból nie minął. Otworzyłem oczy. Talia siedziała przed mną. Patrzyła na mnie ze smutkiem w oczach. Łzy zatkały mi gardło, przez które wychrypiałem:
- Dla… dlaczego mi… to robisz…?
Skrzywiła się z bólu i usiadła, jej wargi drżały.
- Co robię? - zapytała szeptem. Głos jej się trząsł.
- To… - powiedziałem przyciskając rękę do bolącej piersi. - Ranisz… tu… - postukałem palcem w skórę nad sercem, które było poobijane połamane przez jej kłamstwa.
Zaufałem jej.
- Jak? - zapytała cicho. - W jaki sposób ranię twoje serce?
- Kła… miesz – odparłem. - Nie jestem wolny.”

Po lekturze pierwszego tomu, wcale nie tak trudno się domyślić, czyja historia tym razem zagra pierwsze skrzypce. Jednak ta przewidywalność absolutnie nie przeszkadza podczas czytania, bo z każdą stroną łakniemy więcej, a przedzierając się przez okrucieństwo i bestialstwo, coraz bardziej ciekawi nas, jak, kiedy, gdzie i co ostatecznie doprowadzi do finału.
Luka Tolstoi, którego poznajemy w pierwszej części, po latach spędzonych w Gułagu, teraz stara się wrócić do normalności. Nie jest to jednak wcale takie proste dla kogoś, kto większość swojego życia spędził w niewoli, a wyznacznikiem każdego dnia była mantra: zabij i przetrwaj. Fakt, że autorka nie zapomniała o swoim pierworodnym i po przeżyciach z przeszłości oraz trudnościach, jakim stawiał czoło żyjąc na wolności, nie wrzuciła go w wir szczęśliwego, romantycznego życia, bez przeszkód i słabości, osobiście zaliczam na ogromny plus. Dzięki temu stworzona przez nią historia i ulepieni w niej bohaterowie są bardziej autentyczni i ludzcy. Poza tym obecność Luki w Reapie jest kluczowa, a książkowy Raze okazuje się mocnym spoiwem łączącym ze sobą obie części nie tylko ze względu nazwisko bohatera i jego pozycję. W głowie i sercu Luki jest bowiem coś, co wciąż nie daje mu spokoju, obietnica, którą złożył przyjacielowi i której dotrzymanie ukoi więcej niż jedną poranioną duszę. 

„Wtargnął w moje życie niczym burza. Niechciana zawierucha, której zarzekałam się nienawidzić i z nią walczyć. Jednak przyniósł orzeźwiający deszcz. Oczyścił niebo i pozostawił ciepło.”

I takim sposobem trafiamy w sam środek historii, jaką funduje nam Reap. Zdecydowanie mniej brutalny niż wstęp do serii, choć wciąż mocno naznaczony ludzkim okrucieństwem, bezdusznością i wynaturzeniem, a to wszystko opakowane w cały wachlarz najróżniejszych emocji, z łatwością grających na wrażliwych strunach ludzkiej duszy. Reap to bardzo emocjonalna i poruszająca historia Zaala, zniszczonego mężczyzny, pozbawionego tożsamości, człowieczeństwa, a nawet wolnej woli. Człowieka, który nie umie myśleć sam, przez całe swoje życie egzystuje w ciemnościach, na łańcuchach, z pochyloną głową i w ciszy. Pozbawiony dobroci, przepełniony bólem, tresowany na wściekłego psa do zabijania prototyp do demonstracji posłuszeństwa wymuszanego narkotykiem, który miał zapewnić swojemu Panu władzę i korzyści finansowe. Jego dramat trwa do momentu, w którym zostaje pojmany przez swoich wrogów, ale czy na pewno tym są dla niego porywacze?
To właśnie wtedy drogi jego i Talii Tolstoi krzyżują się.
Dostajemy milczącego więźnia, który zachowuje się jak dzikie zwierzę i dziewczynę, która ma dość życia wśród przemocy i brutalności, a to wszystko z nowojorską Bracią, brudnymi interesami i nienawiścią pomiędzy wrogimi rodzinami w tle. Przypomina historię Romea i Julii? Być może, ale raczej daleko jej do tego. 

„Talia Tolstoi. Moja Talia Tolstoi.
Próbowałem ją znienawidzić. Próbowałem nią wzgardzić.
Znalazłem w sobie jedynie ciepło.
Było to jej ciepło, ponieważ ona była moja.
Umyła mnie. Zadbała o mnie. Płakała nade mną. Była… dla mnie.”

Reap to rozbrajająca emocjonalnie historia, która zamierzenie, czy nie, stawia trudne pytania, a szukanie na nie odpowiedzi poddaje w wątpliwość człowieczeństwo i moralność otaczającego nas świata. Tille Cole w swojej książce po raz kolejny pokazuje, jak niewiele warte jest ludzkie życie w obliczu władzy, interesów i wielkich pieniędzy. Udowadnia, jak daleko w upodleniu i upokorzeniu człowieka jest w stanie posunąć się drugi człowiek, by osiągnąć swój cel. Reap to losy dwojga ludzi, których dzieli praktycznie wszystko, a połączyła namiętność, pragnienie ciepła i chęć bycia dla siebie bezpieczna przystanią. To losy mężczyzny, który nie wie kim jest, obawia się wolności i boi się zaufać, by nie zostać za to ukarany bólem. To też historia młodej dziewczyny, wychowywanej na silną rosyjską kobietę i córki jednego z bossów Braci, która wpuszcza do swojego serca jedynego człowieka, jakiego przysięgała nienawidzić.
I w końcu Reap to opowieść o zaczynaniu od nowa, uczeniu się wolności, poznawaniu siebie i trudnej walce pomiędzy powinnością, a własnym sumieniem i honorem, które wciąż pragną zemsty.

Reap polecam, więc wszystkim, którzy zakochali się w Luce, a nawet tym, których Raze nie do końca przekonał ze względu na swoją brutalność i momenty budzące moralny sprzeciw. Tutaj jest spokojniej, bardziej emocjonalnie, choć niewątpliwie wciąż bywa okrutnie.  

„Z radością oddałbym życie w zamian za twoje. Nie potrafię wyobrazić sobie świata bez ciebie. Jesteś dla mnie jak słońce. Mogę znów żyć w ciemności, wiedząc, że świecisz wolna.”

seria PORANIONE DUSZE
l RAZE l REAP

______________________________________________________________
Tillie Cole, Reap, stron 400, FILIA, 2017
Przekład: Katarzyna Agnieszka Dyrek


Czytaj dalej

#50. Bez szans - Mia Sheridan

W upadającym górskim miasteczku Kyland i Ten zakochują się w sobie wbrew rozsądkowi i na przekór surowej rzeczywistości.

Kyland marzy tylko o tym, by przetrwać. Zaciska zęby i robi wszystko, by nie pokonała go bieda i samotność. Nie szuka miłości. Nie zamierza też oglądać się za siebie, gdy uda mu się wyrwać z piekła, w którym przyszło mu dorastać. Dla Ten codzienność to nieustanna walka o własną godność. Zmagania z chorobą matki i ludzką nieprzychylnością wymagają od niej wyjątkowej siły. Oboje rywalizują o bilet do lepszego życia, który może otrzymać tylko jedno z nich. Ktoś odejdzie, ktoś zostanie. Czy po latach zdołają spojrzeć sobie w oczy, jeśli poświęcą miłość dla przetrwania? 


Mia Sheridan nie raz już udowodniła, że bez najmniejszego problemu wciela się w wirtuoza ludzkich emocji i ze swoimi czytelnikami robi, co jej się żywnie podoba. Każda z napisanych przez nią powieści, wychodzących na rynek pod znakiem „Bez...” jest inna. Każda bawi się inną struną ludzkiej duszy i każda z nich dotyka innych problemów, ale wszystkie, jak jeden mąż, zakorzeniają w pamięci. Lektura Bez słów była poruszająca, emocjonalna i bardzo subtelna, Bez winy zatroszczyło się o dobry humor, baśniowy wydźwięk, a nawet grzmiące burze z piorunami. A co uosabia historia o wymownym tytule Bez szans? Przede wszystkim prawdę. Brzydką, okrutną, bolesną i bardzo żywą. Taką która wdziera się pod skórę, wprost do serca i łamie je w sposób, w który rzadko robią to książki zakwalifikowane do tego gatunku. 

„- Co podtrzymuje twój ogień?
- Nadzieja, że życie nie zawsze będzie sprawiało tak ogromny ból. Wiara, że któregoś dnia się stąd wyniosę, że nie będę głodny i zmarznięty w nieskończoność. To dodaje mi sił. To mój ogień. Pomaga mi robić to, co trzeba, żeby przetrwać i pomaga mi mnie sobą gardzić.”

Dennville, mała robotnicza mieścina w stanie Kentucky, której czasy świetności skończyły się nagle wraz z katastrofą kopalni – jedynego źródła dobrobytu, który zabrał wielu mężów, ojców, braci i synów. Od tamtego czasu w miasteczku panuje skrajna bieda, a takie przyziemne sprawy jak wypełniona jedzeniem lodówka, ogrzewanie, prąd, czy chociażby nieprzeciekający dach, coś co dla nas wydaje się być oczywistością, tam zakrawa o luksus. W takich warunkach żyją Kyland i Tenleigh. Dwoje nastolatków, których determinację i siłę do walki motywuje pragnienie przetrwania i perspektywa stypendium. To szansa na lepsze życie, wyrwanie się z biedy i napisanie nowego początku, szansa, którą dostanie tylko jedno z nich. 

„Którego dnia, kiedy spełnię swoje marzenia, pomyślę o tych wszystkich rzeczach, które złamały mi serce, i będę za nie wdzięczny.”


Dziewczyna żyjąca marzeniami i głęboką nadzieją, że życie nie zawsze będzie takie ciężkie oraz samotny i wytrwały chłopak, niestrudzenie prący do przodu, by te marzenia urzeczywistnić. Dwa małe światy i ta sama trudna rzeczywistość. Kylanda i Ten nieoczekiwanie i wbrew zdrowemu rozsądkowi połączy szczególna więź, oparta nie tylko na silnym młodzieńczym uczuciu, ale prawdziwym zrozumieniu. Choć rywalizują ze sobą, mając w świadomości, że za kilka miesięcy będę zmuszeni się rozstać, niezaprzeczalnie ich do siebie ciągnie.
Jeśli jednak liczycie na sielankę i cukierkowe love story, muszę Was rozczarować. Nie znajdziecie tu tego, a autorka zadbała, by w życiu bohaterów nie zabrakło kłód, które los bez skrępowania rzuci im pod nogi, półprawd i niedopowiedzeń, a rozwiązania o jakie pokusiła się w swojej powieści Mia Sheridan mogą Was zaskoczyć. 

„- Przepraszam – wyszeptałam.
- Za co?
Zamrugałam.
- Hmm…
Za to, że nie potrafię przestać pragnąć, żebyś całował mnie do utraty tchu. Za to, że nie potrafię zapomnieć o tym,  jak smakowałeś. Że zastanawiam się, czy kiedykolwiek jeszcze poczuję taki sam dreszczyk emocji, jak poczułam, kiedy twoje usta dotknęły moich. Że kłamię i udaję zadowolenie, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Że zrobiłam taki wrzątek.”

Bez szans to w pewien sposób przygnębiająca, ale jednocześnie pełna piękna opowieść o walce i przetrwaniu. Historia o głęboko zakorzenionym pragnieniu lepszego życia, wyrwania się ze szponów tego, co stało się świadectwem cierpienia i marzeniach tak bardzo przyziemnych, jak brak uczucia głodu. To losy dwójki młodych ludzi, którzy robili co mogli, uwłaczając swojej godności, a niekiedy wyrzekając się dumy, wszystko po to, by przeżyć kolejny dzień. Zamiast romantycznej słodyczy znajdziecie tu okrutne słowa i najboleśniejsze z decyzji. Nie będzie ładnej oprawy i nieskazitelnych bohaterów, ale będą ludzie z krwi i kości, którzy rezygnują, popełniają błędy i każdego dnia stawiają czoła konsekwencjom swoich wyborów. Jednak czasem trzeba przejść przez piekło, by zaznać spokoju, radości i szczęścia. 

„Myślę, że kiedy minie wystarczająco dużo czasu kiedy przetrwało się coś niewyobrażalnego, jest w tym jakaś godność. Coś, z czego możesz być dumny. Dumny, że ból cię wzmocnił. Ból skłonił cię do walki o wygraną.”

Mia Sheridan po raz kolejny stworzyła powieść, która choć prosta i być może przewidywalna, podąża trochę na przekór oczekiwaniom i ukazuje świat od tej brzydszej strony, której nikt nie chce oglądać. Zamierzenie, czy nie skłania czytelników do refleksji nad tym, z czego każdy teoretycznie doskonale zdaje sobie sprawę. Stara, jak świat prawda, by cieszyć się z małych rzeczy, nabiera zupełnie innego znaczenia. Dostęp do świeżych owoców, nieprzeciekający dach, agrafka przytrzymująca rozdarcie, czy ominięcie kałuży grożącej okrutnie zalaniem jedynej pary butów, która choć ledwo się trzyma, jeszcze chroni stopy. Drobiazgi, prawda? A jednak mają ogromne znaczenie.
Kolejna powieść spod pióra Mii Sheridan, którą pochłonęłam niemal jednym tchem, kolejna która zakorzenia w pamięci i kolejna, którą z czystym sumieniem polecam!

„Owszem, cierpiałem, ale zdałem sobie sprawę, że z ochotą będę dla Ciebie cierpiał, bo na tym polega miłość. Jesteś gotowa zrobić dla ukochanej osoby wszystko, gotowa się poświęcić, cierpieć, by ona nie musiała. Kochałem Cię wtedy i kocham Cię teraz.”


______________________________________________________________
Mia Sheridan, Bez szans, stron 320, OTWARTE, 2017
Przekład: Matylda Biernacka


Czytaj dalej

Łapacz filmowy #02.

Łapacz znów w akcji. Tak. Od ostatniego i zarazem pierwszego postu z cyklu filmowego na blogu upłynęło dobrych kilka miesięcy, ale najwidoczniej ja i Smooky czekaliśmy na perełki, by je odkryć i móc polecić z czystym sumieniem. Tak, więc przychodzę do Was dzisiaj mając w garści cztery tytuły. Każdy z nich zdobył moje serce z innych powodów, ale z pewnością są to filmy, które warto zobaczyć. 


Ukryte Piękno – Collateral Beauty (2016)

„Postaraj się dostrzec ukryte piękno.”


reżyseria: David Frankel
scenariusz: Allan Loeb
gatunek: dramat
produkcja: USA
premiera: 25 grudnia 2016
obsada: Will Smith, Edward Norton, Kate Winslet, Michael Peña, Helen Mirren, Keira Knightley, Naomie Harris, Jacob Latimore.


Odnoszący sukcesy nowojorski specjalista od reklamy (Will Smith) w obliczu osobistej tragedii, popada w głęboką depresję i całkowicie wycofuje się z życia. Jego przyjaciele opracowują, więc niekonwencjonalny i zaskakujący plan, który ma mu pomóc otrząsnąć się z rozpaczy i stawić czoła rzeczywistości. 
Piękna, bardzo ludzka, poruszająca i pełna emocji historia o tym, co w życiu najistotniejsze – o miłości, czasie i śmierci. Połączona cienkimi nićmi opowieść, o tym, by być człowiekiem, dla drugiego człowieka. Opowieść, która niczym domino prowadzi widzów przez naszpikowaną gniewem, łzami i bólem, drogę zagubionego człowieka, który utracił sens życia, a teraz wbrew własnej woli napotyka na pomocną dłoń, podnoszącą go z klęczek.
Dla mnie majstersztyk fabularny. Świetna gra Willa Smitha. Film, do którego niejednokrotnie wrócę.


Przełęcz ocalonych – Hacksaw Ridge (2016)

„One more...”


reżyseria: Mel Gibson
scenariusz: Robert Schenkkan, Andrew Knight
gatunek: biograficzny, dramat, wojenny
produkcja: Australia, USA
premiera: 4 listopada 2016
obsada: Andrew Garfield, Sam Worthington, Luke Bracey, Teresa Palmer, Vince Vaugh, Hugo Weaving, Rachel Griffiths.


Schyłek II wojny światowej. Armia amerykańska toczy bój z Japończykami, a celem strategicznym staje się wyspa Okinawa. Wśród setek tysięcy młodych rekrutów zaciągających się do wojska znajduje się też Desmond Doss (Andrew Garfield) – zwykły chłopak, który pragnie na coś się przydać, niosąc pomoc żołnierzom na froncie, jako sanitariusz. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Desmond ze względu na swoje przekonania odmawia noszenia broni i zabijania. Oskarżony o tchórzostwo i traktowany z nieufnością przez kompanów, musi przejść ciężką drogą, a w obliczu największego zagrożenia udowadnia, jak bardzo się wobec niego mylono.
Przełęcz ocalonych” to pisana życiem, niezwykła historia bezbronnego bohatera, który udowodnił, że można zwyciężać, nie zabijając. 

Do utraty sił – Southpaw (2015)

„To jest twój czas. Twój los jest w twoich rękach.”


reżyseria: Antoine Fuqua
scenariusz: Kurt Sutter
gatunek: dramat, sportowy
produkcja: USA
premiera: 11 września 2015
obsada: Jake Gyllenhaal, Rachel McAdams, Forest Whitaker, Oona Laurence, 50 Cent, Skylan Brooks, Naomie Harris, Victor Ortiz.  



Billy Hope (Jake Gyllenhaal), bokser u szczytu sławy, ciężką pracą osiągnął niemal wszystko. Ma kochającą żonę, cudowną córkę, dom i wielkie osiągnięcia na ringu. Los jednak bywa okrutny. Jedno spotkanie i niewłaściwa decyzja sprawiają, że jednego dnia Billy traci wszystko, co było mu w życiu drogie. Sięga dna, a jedynym sposobem, by się od niego odbić jest zacząć od nowa. W tym najtrudniejszym momencie, Hope odnajduje wsparcie na sali treningowej prowadzonej przez emerytowanego pięściarza i trenera bokserów amatorów (Forest Whitaker). Z jego pomocą Billy stara się stanąć na nogi i podjąć kolejną, tym razem najważniejszą walkę życia.
Do utraty sił” to przejmująca, ale też bardzo autentyczna historia człowieka, który miał w życiu naprawdę wszystko, stracił to niemal w ułamku sekundy, a potem podjął próbę zbudowania wszystkiego od nowa. To opowieść o mężu, któremu odebrano sens życia; o ojcu, który walczy o przebaczenie i o mężczyźnie, który rozpoczyna bój, mający przynieść mu odkupienie i zaufanie, tych na których mu zależy. 

Oparty na schemacie, ale naprawdę świetny film osadzony w brutalnym bokserskim świecie i przekonująca gra Jake Gyllenhaala, który świetnie odzwierciedlił postać i uosobienie złamanego emocjonalnie pięściarza, ukazując jednocześnie skutki wielu lat przebywania w ringu.  

Siedem dusz – Seven Pounds (2008)

„W ciągu siedmiu dni Bóg stworzył świat, a w ciągu siedmiu sekund ja zniszczyłem swój.”

reżyseria: Gabriele Muccino
scenariusz: Grant Nieporte
gatunek: dramat
produkcja: USA
premiera: 13 marca 2009
obsada: Will Smith,Rosario Dawson, Woody Harrelson, Michael Ealy, Barry Pepper, Elpidia Carrillo, Joe Nunez.

Pełna tajemnic, emocjonalna i prowokacyjna opowieść o życiu i śmierci, o miłości i przyjaźni, o stracie, bólu, żalu i wybaczeniu. To historia Bena Thomasa, tajemniczego człowieka podającego się za urzędnika podatkowego, który nękany poczuciem winy, decyduje się drastycznie zmienić życie siedmiu osób, wybierając tych, którym los poskąpił szczęścia. Jego plan jest skrupulatnie przygotowany, a co chyba najważniejsze konsekwentnie przez niego realizowany. Wydawać, by się, więc mogło, że nic nie jest w stanie zmienić jego postanowień. Problem jednak zaczyna się wtedy, gdy w grę wchodzą głębokie uczucia, a zamiast zmieniać czyjś świat, ktoś zmienia jego.
Kolejna opowieść, która wyciska z oczu łzy, ściska za gardło i skłania do refleksji naprawdę mocnym przesłaniem. Rola idealna dla Willa Smitha. 


ZNACIE? OGLĄDALIŚCIE?
PODZIELCIE SIĘ WRAŻENIAMI W KOMENTARZACH ;)
Czytaj dalej

#49. Boys from Hell - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Kiedy w grę wchodzą gorące uczucia, równie parne co teksańskie noce, nie liczą się konwenanse, lecz to, co jest sensem naszego życia.
Do małego miasteczka w Teksasie powraca osiemnastoletnia Anna – córka ambitnego polityka, od najmłodszych lat przebywająca w oddalonych od domu szkołach z internatem. Wkrótce spotyka na swojej drodze starszego od niej Jaxa – szefa motocyklowego gangu o nazwie Boys from Hell, osieroconego w wieku sześciu lat opiekuna rodziny. Młodzi kochankowie, oszołomieni namiętnością, początkowo nie dostrzegają chmur gromadzących się na horyzoncie…
Czy siła miłości pokona dzielące ich granice i pozwoli na spełnienie marzeń? 


Powiało znajomym, prawda?
Myślę, że to nie będzie nadużycie, jeśli napiszę, że tym razem pani Agnieszka Lingas-Łoniewska znów wzięła na tapet mocno wyświechtany już schemat pod tytułem „księżniczka & bad boy”, ale uwierzcie mi, wyczarowała z niego czytelniczą petardę, która usatysfakcjonowała szerokie grono wiernych czytelników jej twórczości i świetną, jak zwykle pełną emocji historię nie tylko o miłości. Osobiście wychodzę z założenia, że nieważne jest powielanie po raz enty tego samego schematu, ale rozbudzenie najodleglejszych krańców kreatywności, ciekawy pomysł na samą fabułę i konsekwentna jego realizacja. Tutaj to mamy. Ale to tylko moje subiektywne spojrzenie na sprawę.

Ona – to Anna Scott, córka burmistrza, od dziecka przygotowywana do odgrywania głównej roli w wielkim politycznym spektaklu swojego ojca, który zaplanował jej życie już od kołyski, ale też niepokorna i osamotniona młodziutka dziewczyna, z przepełnionym ciepłem i miłością sercem, mająca dość życia w złotej klatce, gdzie nic, nigdy nie zależy od niej.
I on – Jax Cunnam, harleyowiec będący obiektem westchnień całej żeńskiej populacji małego, teksańskiego miasteczka, budzący respekt przywódca motocyklowego gangu i operatywny biznesmen, choć z drugiej, tej bardziej ukrytej pod skórzanym odzieniem, strony to kochający brat, oddany wujek i wrażliwy młody człowiek, który miał za sobą ciężkie przeżycia, a mimo to nie załamał się i nie zszedł na złą drogę.
Dzieli ich wszystko – wiek, środowisko, w którym żyją, styl życia i priorytety, ale połączy coś, co nigdy nie powinno się było wydarzyć, uczucie tak silne, prawdziwe i głębokie, że ma moc spełniania marzeń. Jednak czy Annie i Jaxowi będzie dane się o tym przekonać? Tego już musicie dowiedzieć się sami. 

„Już nigdy nie będziesz sama, bo masz mnie w swoim sercu, a ja mam ciebie. Jesteś moją najjaśniejszą gwiazdą, pamiętasz? Rozświetliłaś moje życie i już nigdy nikt nie zgasi tego światła, moja maleńka. Bo ty jesteś dla mnie, a ja dla ciebie, moja mała Anno.”

Boys from Hell to wbrew pozorom i dość sugestywnej informacji na tylnej okładce, nie jest tylko romans, przepełniony erotycznymi grami pomiędzy oszołomionymi namiętnością kochankami, czy czułymi wyznaniami, choć i tego czytelnikom nie brakuje. Wszystko jednak z rozsądkiem i w zrównoważonych proporcjach, dzięki czemu powieści daleko do mdławego love story.
Agnieszka Lingas-Łoniewska przyzwyczaiła już swoich czytelników do tego, że składając w ich ręce swoje książki zawsze opowiada w nich emocjonujące historie O CZYMŚ. Tym razem wśród miłosnych uniesień, romantycznych scenerii i żarzącego się między bohaterami pożądania, nie zabrakło tego, co ważne i tak bardzo życiowe. Po raz kolejny damy się wmanewrować w opowieść, gdzie swoje miejsce znajdą poważne tematy, wewnętrzne dylematy, podłe intrygi oraz trudne decyzje, które zaważą na przyszłości wielu istnień. Kwintesencją autentyczności, którą wielu czytelników tak bardzo ceni, z pewnością okażą się być po ludzku wykreowani bohaterowie. Tacy z głęboko skrywanymi kompleksami i słabościami, tacy, którzy się złoszczą, tupią nogą, irytują, krzyczą i popełniają błędy, a potem mają odwagę się z nich uczyć i wyciągać wnioski. 
A to wszystko, jak zwykle, opowiedziane soczystym i lekkim w odbiorze językiem, gdzie między słowami wyraźnie przedzierać się będzie charakterystyczna dla twórczości Autorki, wrażliwość. Choć to bez wątpienia dzięki niej historie wychodzące spod pióra pani Agnieszki są tak emocjonalne i trafiają prosto do serc czytelników, to niestety bywają momenty, kiedy nie da się ukryć tej kobiecej natury w męskich  stwierdzeniach, czy przemyśleniach. Ten szczegół nie jest jednak czymś, co definitywnie odbiera radość z lektury, czy zakłóca ogólny odbiór, więc tę kwestię pozostawiam już od Waszej indywidualnej oceny.  

„Czasem człowiek musi przebiec piekło, żeby dostać się do bezpiecznego i szczęśliwego miejsca.”


Boys from Hell to po prostu kolejna świetna powieść, w której Autorka ma do powiedzenia coś więcej, niż tylko wtajemniczyć czytelników w miłosne zawirowania młodych kochanków. Historia Anny i Jaxa to poruszająca i dopracowana opowieść o nieidealnym świecie dwójki ludzi, których ścieżki pewnego dnia się przecinają, po to by przez chwilę poprowadzić ich wspólną, pełną wybojów i potknięć, drogą zmierzającą w tym samym kierunku. Agnieszka Lingas-Łoniewska uprzytamnia nam, znaną wszystkim prawdę, że czasami po prostu trzeba się zatrzymać, stanąć na rozdrożu i obrać nowy kurs. Zawalczyć o siebie, wyrwać się ze złotej klatki i podążać za marzeniami, idąc według własnego kierunkowskazu, a nie według mapy, jaką wyrysował nam ktoś inny, nawet jeśli przyjdzie przejść przez piekło. Warto jednak pamiętać, że czasem tak wiele, z pozoru, różnych dróg, ostatecznie i tak prowadzi dokładnie w to samo miejsce. 
Jesteście pewnie ciekawi, czy Anna i Jax zmierzają w jednym kierunku i dokąd trafią? Przeczytajcie i przekonajcie się. Naprawdę warto! 

„- Już zawsze zostanę z tobą na małym, drewnianym pomoście, miliony lat świetlnych stąd. Bo zawsze byłaś, jesteś i będziesz należała do mnie, a ja do ciebie, Anno. Bo pomimo, że zgubiłem się gdzieś po drodze, odnalazłem swoją najjaśniejszą gwiazdę. Ty nią jesteś. Nic tego nie zmieni... i nikt - dokończył i cicho zamknął drzwi.”


___________________________________________________
Agnieszka Lingas-Łoniewska, Boys from Hell, stron 308,
Wydawnictwo Novae Res, 2017


Czytaj dalej