#35. Bez przebaczenia - Agnieszka Lingas - Łoniewska

On... od dziecka interesował się wojskiem i z nim związał swoje losy. Przystojny, honorowy i poukładany − podporucznik Piotr Sadowski. Ona… zwariowana, z głową pełną pomysłów, młoda artystka − Paulina Litwiak. Pokrętny los połączył ich ze sobą w małym mieście, do którego dziewczyna przyjeżdża po śmierci matki, by zamieszkać z ojcem. Ten okazuje się człowiekiem zimnym, dominującym i nieprzystępnym. Skrywa przed córką rodzinną tajemnicę. Wyraźnie przeszłość jego i matki Pauliny nie jest wcale taka, jakiej obraz ma w głowie dziewczyna. Przez „przypadek” główna bohaterka poznaje chłopaka o pięknych zielonych oczach, którym jest oczarowana. Dzięki niemu Paulinie udaje się uporać z demonami przeszłości. Jednakże szereg dramatycznych wydarzeń doprowadza do wyjazdu Pauliny. I gdy obydwoje tak strasznie cierpią po rozstaniu, przeznaczenie znowu daje o sobie znać, pozostawiając niespodziankę... 

Mimo, że tym razem w moje ręce, zupełnym NIE – PRZYPADKIEM, wpadł debiut literacki Agnieszki Lingas – Łoniewskiej, to nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki, a już z pewnością nie ostatnie. Muszę się jednak uczciwie przyznać, że miałam niemały problem z zebraniem myśli i przelaniem na klawiaturę swoich wrażeń po lekturze, bo nie jestem w stanie być wobec tej książki ani o jotę obiektywna. Całe szczęście miejsce, do którego w tej chwili zagościliście, nie bez przyczyny nazywa się tak, jak się nazywa, a to mnie w pewnym stopniu rozgrzesza. 

„Jesteśmy związani sobą nawzajem, swoimi uczuciami, swoimi pragnieniami, swoimi marzeniami, swoimi myślami, swoim losem i przeznaczeniem, przeszłością i przyszłością i tym co musieliśmy sobie wybaczyć żeby normalnie żyć.”

Ci co znają twórczość Agnieszki Lingas – Łoniewskiej, na pewno się ze mną zgodzą, że pierwsze skrzypce w wykreowanych przez Pisarkę książkach zawsze grają emocje i to zarówno te, jakimi „dzielą się” bohaterowie, jak i takie wywołujące sztormy w sercach czytelników. Powieści sygnowane nazwiskiem jednej z najbardziej poczytnych polskich autorek po prostu mają w sobie to „coś”, jakąś chemię, która zawiązuje się pomiędzy napisaną historią, a jej odbiorcami i właśnie to sprawia, że przepadamy w tym fikcyjnym, literackim świecie na kilka ładnych godzin. Nie inaczej było, więc przy lekturze Bez przebaczenia, mimo iż wielu może zarzucić jej zbytnią przewidywalność i banalność.
I tak jak historia Amelii i Aleksa w Skazanych na ból rozkochała mnie w sobie od pierwszych stron, by za chwilę bez uprzedzenia roztrzaskać moje serce na milion kawałków, a seryjny morderca z Piętna Midasa dał mi jeszcze jakiś wybór, tak Bez przebaczenia stało się swego rodzaju plastrem na niezabliźnione jeszcze czytelnicze rany i ciepłym kocem, który przygotuje mnie na następną burzę emocjonalną, kiedy dobrowolnie przekroczę próg kolejnej lektury, czekającej cierpliwie na półce.  

„Nie mogę żyć bez ciebie, jesteś moim oddechem, jesteś moim życiem, moją miłością, moim wybaczeniem, jedynym, jakie miałam.  Musisz do mnie wrócić, musisz...”

Idąc śladem tej paraboli trafiłam, więc do pokręconej rzeczywistości Pauliny Litwiak i Piotra Sadowskiego. Uzdolnionej, niepokornej i pyskatej artystki u progu dorosłości oraz poukładanego i honorowego podporucznika, dla którego wojsko to całe życie. Spotkamy posiniaczoną przez los i osamotnioną dziewczynę z dramatycznym brakiem zaufania do ludzi i głęboko skrywanym poczuciem winy oraz chłopaka z narwanym charakterem, który z determinacją godną żołnierza przedostaje się przez wszystkie te wysoko wzniesione przez nią mury, trafiając dokładnie w sam środek huraganu, jaki ma miejsce w poturbowanym wnętrzu jego czarnowłosej zguby. Odmienne charaktery, różne spojrzenia na życie i inne pasje – dwa światy, które zderzają się ze sobą z siłą żywiołów, przenikają się i pozwalają by zagościło w nich głębokie uczucie, a my wirujemy razem z nimi na tej słodko – gorzkiej karuzeli, jaką jest pierwsza prawdziwa miłość, by za moment dać się z tego kołowrotka brutalnie zepchnąć i rozdzielić przez złość i półprawdy. 

„I jeśli popełniamy błędy, krzywdząc innych, powinniśmy się umieć do tego przyznać. A ci inni powinni umieć nam wybaczyć.” 

I takim oto sposobem zostajemy naocznymi świadkami pięknej, ale pełnej zawirowań historii młodych ludzi. Historii, która rozgrywa się przy udziale zgorzkniałego, zawziętego generała, ojca zrozpaczonego po stracie dziecka, toksycznych przyjaciół, nieszczęśliwe zakochanej dziewczyny, ciotki będącej niczym dobra wróżka i młodszego brata, który jest trochę jak sympatyczny elf z innej bajki. Bez oporów pozwolimy wmanewrować się w sieć wydarzeń utkaną z niedomówień, tajemnic, które zniszczyły życie, bolesnych kłamstw, rozrywającego serce bólu i gniewu, nierozwiązanych spraw, wieloletniego milczenia, okrutnych intryg i cudownej niespodzianki, a to wszystko skrupulatnie doprawione odrobiną wzruszenia, konsekwentnie zbudowanymi postaciami, szczyptą dobrego smaku, wyrazistym językiem i ciekawą, wciągającą fabułą. Ci bardziej wymagający być może znajdą w Bez przebaczenia zbyt dużo ckliwości, za dużo potknięć słownikowych, zbytnią przewidywalność, czy bajkowość, ale mimo wszystko wciąż jest realnie i autentycznie. Jak w życiu. A takie historie spora część czytelników ceni najbardziej. 

„Ta czarnowłosa dziewczyna jest twoja, Sadowski, i musiałeś oddać światu to, co byłeś mu winien, bo w zamian dostałeś ją.”

Bez przebaczenia to pełna ciepła powieść o sile prawdziwej i niezawodnej miłości, która przetrwała wiele sztormów i dla której nawet przepaść kilku lat nie stała się przeszkodą. Historia o naprawianiu błędów, szukaniu przebaczenia, znalezieniu zrozumienia i tak bardzo potrzebnego spokoju. Opowieść, która udowadnia, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda, że siła jednego kłamstwa może zniszczyć więcej niż jedno istnienie, a źle podjęta decyzja i misternie ułożony plan to najgorsi wrogowie życia.
Bez przebaczenia to niewątpliwie obowiązkowa lektura dla wszystkich wrażliwych, jak i dla miłośników, bez pamięci zaczytujących się w powieściach spod pióra Agnieszki Lingas - Łoniewskiej. 

„Bez przebaczenia żyć trudno. Bez przebaczenia żyć się nie da. Bez przebaczenia trudno nawet umrzeć. A on chciał żyć z nią i dla niej.”

________________________________________________
Agnieszka Lingas-Łoniewska, Bez przebaczenia, stron 338,
Wydawnictwo Novae Res, 2010

Czytaj dalej

#34. Uwolnij mnie - Laurelin Paige

Ustalili zasady – tylko seks. Zapomnieli jednak o tym, że serc nikt nie pytał o zdanie.

Pamiętacie Gwen z Uwikłanych? W Połączonych nadszedł czas, aby poznać jej historię.

Gwen miała ciężkie życie, a przeszłość nawiedza ją niczym mroczny cień, który nie pozwala o sobie zapomnieć. Dlatego buduje wokół siebie mur, zza którego jedynie obserwuje świat. Osiągnęła sukces zawodowy – zarządza jednym z najpopularniejszych klubów nocnych w Nowym Jorku, jest singielką i bezpiecznie czuje się tylko w takich sytuacjach, które może w pełni kontrolować.
Wszystko diametralnie się zmienia, kiedy w klubie poznaje bogatego i przystojnego playboya – JC. On za wszelką cenę postanawia zburzyć mur, którym się otoczyła. Chce dać jej wolność i nieograniczoną ilość rozkoszy. Zawierają więc układ, który tylko z pozoru wydaje się jasny.
Wkrótce seks bez zobowiązań już im nie wystarcza, a JC okaże się jedyną osobą, na której będzie polegać dziewczyna. Czy Gwen zdoła posłuchać swego serca i otworzyć się na prawdziwą miłość? 


Przeprowadzając ostatnio porządki w mojej domowej biblioteczce, doszłam do wniosku, że bardzo rzadko sięgam po typową literaturę erotyczną. Na taką lekturę trzeba mieć chyba odpowiednie, niewymagające, nastawienie, a ja przeważnie szukam historii, które mnie porwą i coś po sobie we mnie zostawią. W erotykach trudno doszukiwać się rozwiniętej fabuły, zawrotnej akcji, świeżości i wyrazistych bohaterów z krwi i kości, czyli wszystkich tych elementów, które zawiązują chemię pomiędzy mną, a daną książką. Ale skoro już Połączeni wpadli w moje łapki, postanowiłam zaryzykować i poznać tę historię, tym bardziej, że to moje pierwsze spotkanie z twórczością Laurelin Paige.

Mimo iż „Połączeni” w jakimś stopniu nawiązują do poprzedniego cyklu Uwikłani, to nieznajomość historii o Alaynie i Hudsonie, w niczym nie przeszkadza i nie zaważy na ogólnym odbiorze lektury. Bo choć w Uwikłanych Gwen zostaje współpracownicą Alayny Whiters, to w Połączonych autorka postanowiła cofnąć się w czasie o kilka miesięcy, zanim jeszcze Gwen rozpoczęła pracę w klubie The Sky Lunch. I takim oto sposobem zostajemy uczestnikami pełnej temperamentu, tajemnic i dzikiego pożądania historii płomiennego, ale zawiłego romansu Gwen i JC. Historii, która miała być tylko układem bez zobowiązań, opartym na seksie, dyskrecji i anonimowości.

„Problem polegał na tym, że się zmieniałam. To JC mnie zmieniał. Po kawałku kruszył mury, uwalniając mnie z więzienia. Jednak jego mury były wysokie jak zawsze.”

Nie mogę zaprzeczyć, że Uwolnij mnie w przyjemny sposób, na chwilę zajęło mi czas. Choć trudno w literaturze erotycznej o nieszablonowość, to jednak Paige wprowadziła do swojej książki jakiś rodzaj świeżości, a co za tym idzie wykreowana przez nią historia, nie pozbawiona zwrotów akcji i pewnej dozy zaskoczenia, potrafi wciągnąć czytelnika w swój świat na kilka godzin. Jak na publikację zaliczaną do tego gatunku przystało, nie brakuje nasycenia scenami erotycznymi, które mimo iż pełne namiętności, zostały opisane w subtelny i wyważony sposób, skutecznie podnosząc temperaturę i zabarwiając policzki czytelników ognistym różem, ale nie wykraczając przy tym poza granice dobrego smaku.

Miłym zaskoczeniem mogą być również występujący w książce bohaterowie. Gwen nie jest typową dla erotyków postacią kobiecą – głupiutką, naiwną, napaloną i uległą, której brakuje wyrazistości. Wręcz przeciwnie. Główna  bohaterka to mocno ukształtowana przez bolesną i brutalną przeszłość niespełna trzydziestoletnia kobieta, trochę wyniosła, chłodna, zdystansowana i pragmatyczna, z przysłowiowym „kijem w tyłku”, która zawsze przestrzega zasad i żyje w swoim skrupulatnie uporządkowanym świecie, gdzie nie ma miejsca na przypadek. Mimo wszystko nie brakowało jej charakteru i tego pazura, który czyni kobiecą postać przynajmniej równie barwną, co męską. Nieco złośliwa, pyskata i nie szczędząca ciętego języka, potrafi zyskać przy bliższym poznaniu. 

"Chciałbym obcałować każde miejsce, którego on kiedykolwiek dotknął. Każdy fragment skóry, który kiedykolwiek niósł ślad zadrapania albo siniaka. Tyle razy, ile on cię skrzywdził, ja chciałbym cię kochać." 

Z kolei druga połowa tej historii, charyzmatyczny, niedostępny i bezpośredni JC, niosący na swoich barkach jakiś ciężar, niemal do samego końca pozostaje dla czytelnika prawdziwą zagadką. Autorka bowiem ograniczyła przedstawienie jego postaci do niezbędnego minimum, popychając wyobraźnię odbiorców do pracy na wyższych obrotach, pozostawiając niedosyt i skutecznie zaostrzając apetyt na więcej. Mnie samą ciekawi co Paige przygotowała na kolejną część i czy pokusi się o szerokie rozbudowanie wątku będącego kluczem do osoby JC.

Kolejnym plusem jest fakt, że w Uwolnij mnie nie zabrakło tematu trudnej przeszłości, który co najistotniejsze nie został spłycony i zapomniany, stając się tylko nic nieznaczącym tłem dla fabuły. Autorka zdecydowała się przedstawić problem przemocy domowej, nie zapominając przy tym, by nakreślić jaki wpływ na ludzką psychikę ma krzywda wyrządzona przez najbliższych i jak trzydziestoletnia kobieta radzi sobie w życiu, przekładając doświadczenia z dzieciństwa na teraźniejszość.

Mimo iż Połączeni. Uwolnij mnie zalicza się do, zdaniem niektórych, mało ambitnego gatunku literatury erotycznej, potrafi wciągnąć na kilka godzin i miło wypełnić czas podczas ponurych, chłodnych wieczorów, skutecznie podnosząc temperaturę.
Polecam, więc przede wszystkim wielbicielom gatunku, tym, których poprzednia seria spod pióra Laurelin Paige nie do końca usatysfakcjonowała, oraz czytelniczkom, które szukają przyjemnego czytadła na wieczór. 

„I know you're scared
I can feel it
It's in the air, I know you feel that too
But take a chance on me
You won't regret it...”


~ Maroon 5 & Gwen Stefani – My heart is open ~
> klik <


SERIA POŁĄCZENI:
l UWOLNIJ MNIE l ZNAJDŹ MNIE l

______________________________________________________________
Laurelin Paige, Połączeni. Uwolnij mnie, stron 344, KOBIECE, 2016
Przekład: Agnieszka Brodzik
Czytaj dalej

#33. Uratuj mnie - Anna Bellon

Normalne życie Mai skończyło się, gdy zginął jej ukochany brat. Pogrążyła się w żałobie, zerwała kontakty z wszystkimi przyjaciółmi. Liczyły się tylko książki i muzyka.
Prawdziwe życie Kylera może się dopiero zacząć. Gdy skończy liceum, przestanie się przeprowadzać, zmieniać szkoły, gdy uwolni się od toksycznego ojca. Na razie jedyną ucieczką pozostaje muzyka. I prowokowanie otoczenia napisami na koszulkach.
W nowej szkole Kyler poznaje Maię. I postanawia się z nią zaprzyjaźnić. Ale czy dziewczyna, która odtrąca od siebie wszystkich, jest na to gotowa? Czy Kyler ma w sobie tyle siły, by nie odpuścić?
I czy to na pewno przyjaźń? 


Polska sensacja Wattpada. Ponad milion odsłon i pokaźna rzesza fanów zaczytujących się w historii paczki przyjaciół z Pittsburgh'a, którzy zdecydowali się założyć zespół. Niektórzy stwierdzą, że taka rekomendacja wcale nie jest wystarczająca, a skoro Anna Bellon zaczynała na podobnej platformie to z pewnością tego, co wyszło spod jej pióra nie można zaliczyć do kategorii fenomenu. Mało kto wie, albo nie chce wiedzieć, że początki wielu najbardziej poczytnych aktualnie autorów, w tym również polskich, opierały się na publikacjach w tożsamych serwisach, blogach, czy licznych forach. Nie ważne jednak, jak i gdzie się zaczyna, ale jak i gdzie się kończy. Może jeszcze za wcześnie by ogłosić Anię Bellon polską Colleen Hoover i być może w jej debiucie nie brakuje zgrzytów, czy wpadek drażniących odbiorców, ale potencjał do tego, by piąć się coraz wyżej, niewątpliwie jest. 

„Nie proś życia o wieczność, proś je o to, by po prostu było.”

A jakie wrażenie wywarło na mnie Uratuj mnie? Każdy miłośnik New Adult tak naprawdę doskonale wie z czym będzie mieć do czynienia, gdy sięgnie po książkę zaliczaną do tego gatunku. Nikogo, więc nie dziwią powielane przez autorów po raz enty te same, oklepane schematy, choć jeśli mam być szczera, ja osobiście, jako jedna z wielu osób zaczytujących się w NA, wiem, że z każdą następną przeczytaną publikacją świeżość, zaskoczenie i niesztampowe rozwiązania są wręcz pożądane. Czy Ania Bellon podołała temu niełatwemu zadaniu?
Cóż, podobno punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Uratuj mnie to przede wszystkim historia dwójki młodych ludzi, u progu dorosłości, którzy mają za sobą dramatyczną, często niepochlebną i wstydliwą przeszłość, trudną i destrukcyjną teraźniejszość oraz przyszłość, która stoi pod znakiem zapytania. Dwie rodziny dźwigające własny krzyż, dwie poturbowane dusze, chroniące pokaleczone serca, desperacka walka z otoczeniem, własnymi demonami, a nawet bój toczony z samym sobą, zwariowani, barwni przyjaciele i wspólna pasja, która stała się furtką do lepszego jutra. 

„Oddychaj, Maia. Oddychaj razem ze mną – powiedział i wziął głęboki oddech, a następnie ze świstem wypuścił powietrze. Spróbowałam zrobić to samo."

Konfrontujemy się tu z Maią Hamilton – otoczoną grubym i wysokim murem dziewczyną, która nie radzi sobie po śmierci brata. Kiedyś popularna, teraz stroni od kontaktów z rówieśnikami, żyje na uboczu i odcina się od wszystkich, by nigdy więcej nie ryzykować, że utrata kogoś bliskiego znów sprawi jej ten nieznośny ból. Wtedy w jej życiu pojawia się Kyler Seymour. Otwarty, uparty i zawzięty, a do tego zabawny chłopak z ironicznym poczuciem humoru i niezwykłym talentem nawiązywania znajomości. Nie robiąc w zasadzie nic nadzwyczajnego, skutecznie przebija się przez pancerz, jakim przez ostatnie trzy lata skrupulatnie otaczała się Maia. Nie należy do jej przeszłości, nie zna Mai sprzed wypadku i nie usiłuje jej na siłę znaleźć. Traktuje ją normalnie, nie waży słów i nie patrzy na nią inaczej, tylko z powodu tego co przeżyła.

Piękni mimo ran, wkładają całe serce we wszystko co robią. Akceptują ludzi takimi, jacy są i pomagają innym, choć sami potrzebują pomocy, a przy tym mają odwagę by walczyć i mimo wszystko się nie poddawać. Ona uratowała go, gdy szedł na dno i stała się źródłem jego spokoju, którego tak brakowało mu przez całe życie. On był jak kotwicą, która utrzymywała ją na powierzchni, gdy jej światem zachwiał kolejny sztorm. Połączyła ich miłość do muzyki. Jedyne towarzystwo, jakiego obecność byli w stanie znieść, oaza, która przynosiła ulgę, przeistaczała mętlik w spokój i pozwalała czuć cokolwiek. 

„Bo przyjaciele nie są tylko od pocieszania, gdy użalasz się nad sobą. Są od kopnięcia cię w tyłek, kiedy chcesz się poddać.”

Mimo iż historia Mai i Kylera opiera się na powszechnie stosowanych schematach New Adult i była mocno przewidywalna, z doświadczenia wiem, że nawet na banalnie prostym pomyśle można zbudować coś, co silnie zadziała na czytelnika, poruszy wrażliwe struny ludzkiej duszy i bez skrupułów wyryje na sercu swój tytuł. Niestety w Uratuj mnie tego najistotniejszego elementu odrobinę mi zabrakło. 
Z pewnością na ogromny plus zasługuje fakt, że Ania Bellon nasyciła książkę muzyką, z czego ja osobiście bardzo się cieszę, bo to jedna z tych kwestii, których niedosyt zazwyczaj czuję przy tych wszystkich historiach, w których według zamiarów autorów, muzyka powinna grać pierwsze skrzypce. Mimo tego, że książkę czyta się szybko, a za sprawą plastycznego i lekkiego w odbiorze języka, również przyjemnie, to nie jest to niestety opowieść, która zaskoczy, podniesie ciśnienie, czy zwali z nóg. Momenty, które mogły wywołać w odbiorcy jakieś emocje, choć przez jedną ulotną chwilę i poruszyć coś w jego wnętrzu, przeplatały się z potknięciami, które mogą rozczarować wymagającego czytelnika.

„Życie miejscami było do dupy, ale czasem na drodze spotykamy ludzi, którzy byli warci tego, by żyć.”

To co wysuwa się na pierwszy plan, niezbyt dobrych posunięć zastosowanych przez autorkę, to zdecydowanie za duże podobieństwa imion bohaterów, które przy takiej ilości przewijających się w historii postaci drugoplanowych, wprowadzają chaos i chwilami utrudniają połapanie się kto właściwie jest kim. Przyznam się, że sama niejednokrotnie musiałam przekartkować strony wstecz, żeby wyłapać różnice pomiędzy Kylerem, Kaydenem i knajpą Keller’s.
Kolejnym elementem, który pechowo zakłóca przyjemność z lektury jest bardzo szybki bieg wydarzeń i ekspresowe przeskakiwanie od sceny do sceny, które miewały niekiedy długość zaledwie kilku zdań, co z kolei dawało wrażenie wystrzępionej treści, przy której brakowało spoiwa łączącego poszczególne wydarzenia.
Natomiast ostatnią i chyba najważniejszą sprawą jest brak opisów. Zdarzenia mające istotny wpływ na życie głównych bohaterów, były niefortunnie spłycone, przedstawione w beznamiętny i suchy sposób, co nie pozwalało czytelnikowi na wczucie się w położenie Mai i Kylera. Nie było wciągnięcia w wir fabuły, nie było przywiązania do bohaterów i głębokiego przeżywania tego, co im się przytrafiło, a co za tym idzie emocje postaci nie udzielały się w żaden sposób odbiorcom. 

„Pewnych słów nie trzeba mówić na głos, nie trzeba ich wykrzykiwać, żeby zostały usłyszane. One po prostu zawieszają się w przestrzeni między ludźmi i trwają.”

Wprawdzie są to detale, które mogą niekorzystnie zaważyć na opinii wymagających czytelników, mających za sobą mnóstwo podobnych publikacji, które w znacznym stopniu wyrobiły już gust czytelniczy, ale w moim odczuciu nie jest to coś, co skazuje debiut Ani Bellon na porażkę i nad czym młoda autorka nie jest w stanie popracować, by w przyszłości uniknąć zgrzytów. A może być już tylko lepiej, czego Ani i nam, jako czytelnikom, serdecznie życzę.
Uratuj mnie to dobrze napisana historia mówiąca o tym, że kiedy w życiu pojawia się właściwa osoba, problemy wcale nie znikają, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale mając kogoś obok siebie, jest łatwiej sobie z nimi radzić. To opowieść o młodych ludziach, o marzeniach i walce ze strachem, którą polecam wszystkim ciekawskim, wielbicielom gatunku i tym, którzy wierzą, że marzyć, znaczy móc. 

 „A później nauczyłam się wszystkiego od nowa. Pojawił się ktoś, kto przebił się przez wzniesiony przeze mnie mur. Wziął go szturmem i nie pozwolił mi się z powrotem za nim schować. Wszedł w moje życie, śpiewając lekko zachrypniętym głosem o dziewczynie ulotnej jak papierosowy dym”.


THE LAST REGRET SERIES:
l URATUJ MNIE l

______________________________________________________________
Anna Bellon, Uratuj mnie, stron 352,
Wydawnictwo OMG Books, 2016


Czytaj dalej

#32. Żyj szybko, kochaj głęboko...

Czy można przyjaźnić się z kimś, kto był miłością twojego życia?
Ona była najfajniejszą dziewczyną w mieście, on właśnie się sprowadził z rodzicami i szybko zdążył złamać niejedno serce.
Charley i Jake. Zakochali się w sobie niemal od pierwszego wejrzenia. Byli dla siebie stworzeni, snuli wielkie plany. Aż do tamtego feralnego dnia...
Na urodzinowym przyjęciu byłego chłopaka Charley dochodzi do tragedii. Niektórzy zrzucają winę na Jake'a. Po tym zdarzeniu chłopak zrywa związek i razem z rodziną wyjeżdża na zawsze z miasta.
Dała mu wszystko, każdą cząstkę siebie. A on... od niej odszedł.
Przez kolejne cztery lata Charley stara się zapomnieć o Jake'u, ale los postanawia z niej zażartować. Dziewczyna wyjeżdża na studia do Szkocji, a tam na imprezie trafia na Jake'a i jego dziewczynę. Zranione serce daje znać o sobie z ogromną siłą. Mimo że Charley stara się unikać dawnego ukochanego jak ognia, on cały czas próbuje się do niej zbliżyć.
Ale czy można zaufać komuś, kto wcześniej tak bardzo zranił?


Z twórczością Samanthy Young zetknęłam się już kilka lat temu, przy okazji lektury kolejnych części świetnego cyklu On Dublin Street, którym autorka wysoko postawiła sobie poprzeczkę. Nic, więc dziwnego, że kiedy na rynku wydawniczym pojawił się pierwszy tom nowej serii sygnowanej jej nazwiskiem, nie oparłam się pokusie i wiedziona zarówno ciekawością, jak i sporym sentymentem do twórczości Young, sięgnęłam również po tę powieść. Czy się zawiodłam? Szczerze mówiąc nie wiem. Mam naprawdę mieszane uczucia, bo Into the Deep choć nie zadziałało na mnie tak, jak to miało miejsce podczas poznawania perypetii starszej paczki przyjaciół z Edynburga, nie jest też czytelniczą pomyłką. Zatem będzie dzisiaj krótko,  ale mam nadzieję, że treściwie.  

„Bądź zawsze mądralą. To jedna z tych cech, które lubię w tobie najbardziej.”

Tym razem autorka na tapetę wzięła nieco młodszych, ale wcale nie mniej dojrzałych bohaterów. Jake i Charley poznali się w szkole średniej i zakochali w sobie bez pamięci pierwszą, szaloną i niewinną miłością. Szczęście nastolatków jednak nie trwa długo, a ich światy wywracają się do góry nogami za sprawą jednego  wieczora. Wystarczyła jedna z pozoru niewiele znacząca decyzja, szkolna impreza i tragiczny w skutkach wypadek, by los nie tylko brutalnie zdeptał łączące ich uczucie, ale odgrodził, do tej pory, wspólną drogę wysokim, grubym murem. Od tamtego dramatycznego dla obojga czasu, mijają ponad trzy lata. Wydawać, by się mogło, że zarówno Jake, jak i Charley, poszli naprzód, starając się zbudować swoje życie na nowych, stabilnych fundamentach. Ale wtedy spotykają się znów, nagle dobitnie uświadamiając sobie, że to, co było między nimi wciąż tli się w sercach wielkim płomieniem, a o pierwszej miłości tak naprawdę nigdy się nie zapomina. 

„- Tak, myślałem, że ją kocham, ale dlatego, że na chwilę pozwoliłem sobie zapomnieć.
- Zapomnieć o czym?
- O tym, jak to jest kochać ciebie.”

W Żyj szybko, kochaj głęboko Samantha Young funduje czytelnikom skomplikowaną relację dwojga młodych ludzi, którzy kiedyś znaczyli dla siebie wszystko i - jak to ma w zwyczaju - konfrontuje swoich odbiorców z  historią przeplataną między teraźniejszością, a trudną przeszłością, do której drzwi żadne z nich nie zdołało nigdy zamknąć.
Zagubiony i pełen poczucia winy Jake, który zdołał odnaleźć spokój u boku innej dziewczyny oraz głęboko zraniona Charley, ukrywająca się pod maską wypracowanej swobody i naturalnej pewności siebie – dwie poturbowane przez los dusze i dwa pokaleczone, ale intensywnie bijące serca, pragnące w końcu zacząć od nowa. Plan wydaje się być prosty. Wyjaśnić, przeprosić i pójść dalej. Jednak spotkanie po latach i budzące się z letargu uczucie, zmienia i komplikuje wszystko bardziej, niż chciałoby tego, którekolwiek z nich. I tak zaczyna się obopólna walka, z własnymi uczuciami, lojalnością, poczuciem winy, lękiem przed ponownym zaufaniem i silnym pragnieniem bycia blisko siebie, a jednocześnie bój o wypracowanie kompromisu i odbudowanie przyjaźni, za którą tęsknią Jake i Charley.
 

„Jeśli chodzi o ciebie, jestem samolubny. Chcę cię mieć, mimo że na ciebie nie zasługuję.”

Z tego względu być może w czasie lektury nie raz i nie dwa poczujecie mocną irytację i złość na taki, a nie inny bieg wydarzeń, czy zachowanie bohaterów. O ile rozdartego pomiędzy dwie kobiety Jake’a można było jeszcze zrozumieć, o tyle niekonsekwentna wobec siebie Charley, mącąca w głowie sobie i byłemu chłopakowi, potrafiła chwilami zadziałać czytelnikowi na nerwy. Mimo tych niuansów i pewnego niedosytu spowodowanego brakiem przemyśleń ze strony Jake’a (narracja tylko z punktu widzenia Charley), powieść Young jest przyjemną, niewymagającą i lekką w odbiorze lekturą, z którą można naprawdę miło spędzić ponury jesienny wieczór. Tym bardziej, że z pewnością na duży plus należy zaliczyć fantastycznie skrojone postaci drugoplanowe, które momentami miały więcej charakteru niż główni bohaterowie i swoją obecnością skutecznie ubarwiali całą historię, niekiedy nawet ewidentnie kradnąc show. 

Żyj szybko, kochaj głęboko” to książka o miłości niewinnej i szalonej. Takiej, o której się marzy i tak naprawdę nigdy nie zapomina.* Polecam, więc wszystkim, którzy mają ochotę na niezobowiązującą czytelniczą rozrywkę i tym, którzy przepadają za twórczością Samanthy Young. Ja z pewnością sięgnę po kolejną część, która swoją premie ma już 9 listopada.

„Odszedłem od dziewczyny, która umiała sprawić, że śmiałem się serdeczniej, czułem głębiej i płonąłem mocniej, niż ktokolwiek inny w moim świecie. Dawałaś mi spokój.”

Into the Deep:

l ŻYJ SZYBKO, KOCHAJ GŁĘBOKO l TYLKO TY MNIE ZROZUMIESZ l

 _________________________________________________________________
Samantha Young, Żyj szybko, kochaj głęboko, stron 356, BURDA KSIĄŻKI, 2016
Przekład: Danuta Śmierzchalska 

Czytaj dalej