#19. Powietrze, którym oddycha - Brittainy C. Cherry

Ona i On. Lizzie i Tristan. Dwie zbolałe dusze, dwa potłuczone serca i wspólna najbardziej pokręcona próba radzenia sobie ze stratą oraz bólem, a w tym wszystkim pięcioletnia dziewczynka, ukochany pies i białe piórka. Po prostu Brittainy C. Cherry, czyli emocjonalny buldożer i niezwykła historia o przypominaniu sobie jak się oddycha.  

Ostrzegano mnie przed Tristanem Colem.
„Trzymaj się od niego z daleka”, mówili.
„Jest okrutny”.
„Jest zimny”.
„Życie go nie oszczędzało”.
Łatwo skreślić człowieka na podstawie jego przeszłości. Właśnie dlatego łatwo dostrzec w Tristanie potwora.
Ale ja nie potrafiłam tego zrobić. Zaakceptowałam spustoszenie, które w nim panowało. Sama czułam się bardzo podobnie.
Oboje wypełnieni pustką.
Oboje szukający czegoś innego. Czegoś więcej.
Oboje pragnęliśmy poskładać roztrzaskane fragmenty naszej przeszłości.
Może wtedy moglibyśmy nareszcie przypomnieć sobie, jak się oddycha. *


Brittainy C. Cherry po raz kolejny udowadnia, że potrafi poturbować swoich czytelników, wcale nie w mniejszym stopniu niż wykreowanych przez siebie bohaterów. Bez skrupułów gra na czułych strunach ludzkiej duszy, ściska za gardło na moment odbierając oddech, wyciska łzy, które niepostrzeżenie zawisają w kącikach naszych oczu, choć z premedytacją udajemy, że pojawiły się tam przypadkiem, a potem miażdży ludzkie serce w najbardziej okrutny sposób z możliwych, by na koniec wlać w nie tak bardzo potrzebną nadzieję i poderwać je do lotu nawet, jeśli przypomina ono już mocno wygniecioną kartkę. W tym bestialstwie jednak można znaleźć piękno i urzekającą od pierwszych stron historię. 

„Jej dusza naznaczona była bliznami. Moją strawił ogień.”

Powietrze, którym oddycha to opowieść o Tristanie i Elizabeth, dwójce ludzi przeżywających swoje osobiste piekło i usiłujących poradzić sobie z tragedią, po której podniesienie się i życie dalej, a nawet zwykłe oddychanie wydaje się być czymś niemożliwym do zrobienia. Trudno sobie bowiem wyobrazić jak to jest nagle w przeciągu kilku chwili bezpowrotnie stracić cały swój świat. Jak po czymś takim się podnieść i jak zrobić znów krok naprzód, kiedy zdążyliśmy rozpaść się już tak bardzo, że złożenie wszystkich roztrzaskanych kawałów do kupy jest wręcz nierealne, bo przecież nigdy już tak naprawdę nie odzyskamy tych części, które nam odebrano. Czy ta przerażająca pustka wypełniająca mocno pokaleczone serca ma szansę wypełnić się innymi, nowymi fragmentami i dać nam iskierkę nadziei na stanie się znów całością? Bo przecież nie chodzi o to, by cierpieć w samotności. Chodzi o to, by do tego ogarniającego nas mroku dopuścić drugiego człowieka, pozwolić wnieść do niego światło i pozwolić sobie pomóc w znalezieniu niełatwej drogi do upragnionego ukojenia.
Dla Tristana przez bardzo długi czas lekiem na ten niewyobrażalny ból, jaki każdego dnia nosił w sobie, stał się gniew. To gniew napędzał jego codzienny bieg uliczkami małego plotkarskiego miasteczka, to gniew determinował jego samotność i dystans jaki wprowadził w stosunku do ludzi i tych bliskich, którzy jeszcze mu zostali. I w końcu to gniew pozwalał mu nie czuć smutku nieustannie rozrywającego mu serce. W oczach otoczenia ten trzydziestotrzyletni mężczyzna uchodzi za niebezpiecznego, okrutnego, przerażającego, a wręcz zimnego typa z wyglądem drwala, jednak pod całą tą surową i niedostępną maską przeznaczoną dla świata, skrywa się skrzywdzony, wrażliwy, czuły i troskliwy człowiek z pasją, który mimo wszystko potrafi kochać naprawdę głęboko. To taki bohater, którego nie sposób nie pokochać już od pierwszych stron, niezależnie od tego jak wielkich głupot narobi. Z kolei Lizzie, dwudziestosiedmioletnia kreatorka wnętrz, niegdyś uśmiechnięta i szczęśliwa, nagle zaczęła żyć na pół gwizdka, zawieszona gdzieś w czasoprzestrzeni pomiędzy cudowną przeszłością, a przyszłością, która stała się jedną wielką niewiadomą. 

„Gdy byliśmy razem, bolało jednak nieco mniej. Kiedy byliśmy we dwoje, przeszłość tak bardzo nie doskwierała. Gdy byliśmy obok, nawet przez chwilę nie czułem się samotny.”

Lizzie tak jak i Tristan, również miała swoje panaceum na ogarniającą ją apatię – była odpowiedzialna za drugą istotę, za kogoś dzięki komu się nie poddała; kogoś, dzięki komu co rano była w stanie zwlec się z łóżka i kogoś, dla kogo chciała ruszyć dalej, choć nie było to wcale takie proste, gdy jej dni wciąż wypełniała tęsknota. Wspólna ścieżka, jaką niespodziewanie obrali zagubieni bohaterowie Brittainy Cherry była bardzo kręta i pełna ślepych alejek, gdy zdawali się robić wszystko na opak. Ich znajomość nie zaczęła się dobrze i z pewnością nie sprzyjały ku temu ani okoliczności, ani tym bardziej chamskie i grubiańskie zachowanie Tristana. Potem wszystko potoczyło się szybko i jeszcze gorzej niż na początku, a łącząca ich relacja stała się toksyczna na tyle, że momentami trudno mi było ją zaakceptować, choć byłam w stanie przyjąć wykorzystane przez autorkę tłumaczenie. Z czasem to co zaczęło się naprawdę koszmarnie przerodziło się w przybierającą na sile więź opartą na niemożliwym do opanowania przyciąganiu i namiętności, ale przede wszystkim zrozumieniu, zaufaniu i przyjaźni, dzięki którym wzajemnie pomogli sobie przypomnieć jak to jest znów oddychać pełną piersią. Ale czy na tragedii można i wypada budować szczęście? Czy dwie mocno poharatane przez los, ale spragnione bliskości dusze mają szansę znów kochać?

„W każdej sekundzie. W każdej minucie. W każdej godzinie. Każdego dnia.”

Powietrze, którym oddycha to emocjonująca i pełna empatii historia o stracie, radzeniu sobie z bólem po śmierci ukochanych oraz odnajdywaniu równie potłuczonej bratniej duszy. To opowieść o tym, że niczego nie możemy być w życiu pewni i że to nie wielkie rzeczy, ale drobiazgi tak naprawdę się liczą i definiują piękno naszej codzienności. Brittainy C. Cherry w przepiękny i poruszający sposób udowadnia swoim czytelnikom, że najczystsza miłość może zrodzić się z największego bólu. Po lekturze stworzonych przez nią powieści boli i płacze wszystko; serce, dusza, oczy … ale warto, za każdym razem. Pierwszy tom cyklu Żywioły polecam, więc gorąco wszystkim sympatykom twórczości pisarki, zwolennikom nurtu, zwłaszcza tym starszym oraz romantyczkom, które nie boją się uronić łez. 

„Znasz to miejsce między koszmarem a snem? Miejsce, gdzie jutro nigdy nie nadchodzi a wczoraj już więcej nie boli? Miejsce, gdzie twoje serce bije równo z moim? Miejsce, gdzie czas nie istnieje, i łatwo jest oddychać? Chcę tam żyć z tobą.”


______________________________________________________________
Brittainy C. Cherry, Powietrze, którym oddycha, stron 400, FILIA, 2016
Przekład: Katarzyna Agnieszka Dyrek

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz