#47. Making faces - Amy Harmon

W małym, cichym miasteczku mieszkała grupa przyjaciół. Wśród nich Ambrose Young — błyskotliwy i śmiały, młody zapaśnik ze sporymi szansami na sportową karierę. Nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi na Fern Taylor. Zawsze miła i pogodna, nie rzucała się w oczy. Nie zauważył, że obdarzyła go uczuciem szczerym i silnym — to dla niego za mało.

Ich wspólna historia mogłaby nigdy nie powstać, gdyby pewnego dnia nie wybuchła wojna. Ambrose wraz z czterema przyjaciółmi z miasteczka wyruszył do Iraku. Wrócił sam, ciężko ranny. Stracił nadzieję, ale nie Fern. Jej uczucie do niego wciąż trwało, choć już wkrótce okazało się, że miłość do mężczyzny ze złamaną duszą nie jest prosta.

To historia małego miasteczka, piątki przyjaciół i opowieść o wojnie, z której wrócił tylko jeden. To piękna bajka o miłości jak z kart romansów, o zwykłej dziewczynie, która pokochała zranionego wojownika. Tej historii nie można było piękniej napisać.
Czy masz odwagę spojrzeć w utraconą twarz? 


Amy Harmon jest jedną z tych autorek, która szturmem i w niezwykle szybkim tempie za sprawą swoich cudownych powieści, zdobyła nie tylko serca czytelników, ale również zdominowała rynek wydawniczy i blogosferę, nie szczędzącą pochlebnych opinii na temat jej twórczości. Przyznam się jednak szczerze, że jak do tej pory nic nie zdołało mnie przekonać do powieści wychodzących spod jej pióra, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że buntownicza strona mojej natury stanęła okoniem w obliczu wielkiego BUM, jakie opętało blogosferę po premierze Prawa Mojżesza. Cóż… Najwidoczniej znów czekałam na odpowiedni moment i tą jedną, konkretną książkę, która bez skrupułów złamie mój opór. Making faces okazała się być przekonującym argumentem, a ja nie żałuję ani chwili poświęconej na lekturę. 

„Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia.”

Po przeczytaniu opisu do książki można dojść do mylnego wniosku, że to nic innego, jak typowe bajkowe love story opowiadające o szarej myszce zakochanej w przystojnym, egoistycznym i zapatrzonym w siebie, szkolnym dupku, ale Making faces to coś więcej niż romans. To niezwykła historia z głębią, w której trzeba umieć czytać między wierszami, naprawdę rozumieć oczywistości i znaleźć w sobie wrażliwość, by dostrzec precyzyjnie ukryte w niej piękno.

Już od pierwszych stron przenosimy się do małego miasteczka Hannah Lake, którego mieszkańcy tworzą solidarną, pełną empatii oraz zwartą społeczność i poznajemy grupę przyjaciół z tamtejszego liceum – kilkoro młodych ludzi, których drogę ku dorosłości naznaczyła narodowa tragedia z 11 września. W takich okolicznościach Amy Harmon przedstawia czytelnikom trójkę głównych bohaterów: Fern Taylor – pogodną, wrażliwą, pełną ciepła, choć zakompleksioną córkę pastora; Baileya Sheena – kuzyna Fern i największego optymistę w miasteczku, który czerpie z życia garściami mimo nieuleczalnej choroby, każdego dnia odzierającej go z resztek godności oraz Ambrose’a Younga – przystojnego, błyskotliwego i utalentowanego kapitana szkolnej drużyny zapaśniczej, przed którym rozciąga się świetlana przyszłość. 

„- Dlaczego straszne rzeczy przytrafiają się tak dobrym ludziom?
- Bo straszne rzeczy przytrafiają się wszystkim, Brosey. Tylko tak bardzo jesteśmy skupieni na sobie, że nie widzimy gówna, z którym się zmagają wszyscy inni.”

Jednak ta bezlitosna karuzela zwana Życiem, choć czasem zwalnia swoje szaleńcze tempo, tak naprawdę nigdy się nie zatrzymuje, a siedzący w wagoniku pasażer – Los, bawiąc się w rzutki wciąż celuje w nowe pola, niespodziewanie zmieniając bieg wydarzeń. Wojna i jedna, wspólna decyzja grupy młodych chłopców u progu życia wystarczyła, by ich rzeczywistość zmieniała się o sto osiemdziesiąt stopni. Ambrose Young i czwórka jego najbliższych przyjaciół zaciągają się do wojska i wyruszają do Iraku. Brosey wraca jednak sam. Ciężko ranny, pokonany, ze złamaną duszą i pokaleczonym sercem. Wtedy w jego życie znów wkracza Fern i Bailey. 

„Kiedyś bałem się, że pójdę do piekła. Ale teraz w nim jestem i wcale nie wydaje się takie straszne.”

Making faces to przejmująca, wzruszająca i piękna historia o podejmowaniu właściwych decyzji i popełnianiu błędów, o życiu z poczuciem winy i wybaczaniu, o walce, porażkach, stracie i trudnych powrotach. To opowieść o nieuleczalnie chorym chłopcu, który osiągnął mistrzostwo w życiu chwilą obecną, uczył kochać, patrzeć na wszystko z właściwej perspektywy i być wdzięcznym za każdym dzień. Chłopcu, który był niczym światło, a jednocześnie stał się bezkompromisowym, bezpośrednim przyjacielem, troszczącym się o bliskich. To historia rudowłosej kruchej dziewczyny z syndromem brzydkiego kaczątka, która miała w sobie niezwykłą siłę, szczerość, bezinteresowność i godną podziwu determinację, a fakt, że nie była świadoma swojej wyjątkowość czyniła z niej bezcenny skarb. Dziewczynę, która kochała całym sercem, a potem stała się ostoją, fundamentem i schronieniem dla pokaleczonego wojownika.
I w końcu to losy młodego zagubionego mężczyzny, który stracił poczucie sensu, pewność siebie oraz ten charakterystyczny błysk w oczach i losy zranionego żołnierza, któremu wojna odebrała nie tylko twarz, ale wszystko to, co było mu najdroższe. 

„Prawdziwe piękno, takie, które nie blaknie i nie umiera, wymaga czasu. Wymaga napięcia. Wymaga niewiarygodnej wytrwałości. […] Dlatego trwamy. Mamy nadzieję, że istnieje jakiś cel. Wierzymy, że są rzeczy, których nie możemy zobaczyć. Czerpiemy naukę z każdej straty i wierzymy w potęgę miłości oraz w to, że każdy z nas ma w sobie potencjał do osiągnięcia piękna tak doskonałego, że nasze ciała nie będą w stanie ich pomieścić.”  

Making faces to po prostu dobrze przemyślana powieść, w której każdy szczegół ma swoje znaczenie. Porusza, zawstydza i zakorzenia w pamięci. Zwraca uwagę na to, o czym zdarza nam się zapominać, uświadamia, że niczego nie można brać w życiu za pewnik i przypomina, że użalanie się nad sobą, nigdy nie przyniesie rozwiązania. Autorka, świadomie, czy nie, skłania swoich czytelników do refleksji i zachęca do podejmowania wysiłku, by zacząć zaglądać pod powierzchnię, bo czasem brzydota skrywa w sobie prawdziwe piękno. 

Amy Harmon stworzyła historię, która ściska za gardło, porusza najczulsze struny ludzkiej duszy i naznacza serce. Historię, która zostanie ze mną na zawsze.
Gorąco polecam wszystkim wrażliwcom i tym, którzy mają odwagę szukać piękna tam, gdzie inni widzą brzydotę. 

„Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?
Czy stworzył nogi, które nie chodzą, i oczy, które widzą źle?
Czy kręci loki na mojej głowie, tworząc z nich dziką burzę?
Czy zatyka uszy głuchemu, robiąc to wbrew ludzkiej naturze?
Czy mój wygląd to przypadek, czy okrutne zrządzenie losu?
Czy mogę obwiniać Go za to, czego u siebie nie znoszę?
Za wady, które mnie prześladują w najgorszych snach,
Za brzydotę, której nie znoszę, za nienawiść i za strach?
Czy czerpie z tego jakąś przyjemność, że wyglądam aż tak źle?
Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?”

______________________________________________________________
Amy Harmon, Making faces, stron 344, Editio red, 2017
Przekład: Joanna Sugiero


Czytaj dalej

#46. Kochając pana Danielsa - Brittainy C. Cherry

To historia wielkiej miłości. Takiej, która zdarza się wtedy, gdy na swojej drodze spotkasz prawdziwą bratnią duszę. Mężczyznę, którego śmieszy to, co bawi ciebie. Mężczyznę, który mówi to, co sama chcesz powiedzieć, który myśli jak ty.
Ja spotkałam pana Danielsa. Chociaż wiem, że nasza miłość nie miała prawa się wydarzyć, nie żałuję ani jednej chwili.
Nasza historia to nie tylko opowieść o miłości. Opowiada także o rodzinie. O stracie. O byciu żywym. Jest pełna bólu ale także pełna śmiechu. To nasza historia.
Z tych wszystkich powodów nigdy nie przeproszę za to, że kochałam pana Danielsa. 


Kochając pana Danielsa to kolejna już książka spod pióra Brittainy C. Cherry, jaką miałam okazję poznać, choć nie ukrywam, że dość długo opierałam się lekturze, jakbym podświadomie wiedziała, że autorka kolejny raz wywoła trzęsienie ziemi w moim sercu. I co? Nie myliłam się.
Sposób w jaki Cherry pisze o miłości – subtelny, a jednocześnie pełnokrwisty, dosadny, mocny i pełen magii – sprawia, że wykreowane przez nią powieści zaliczane są do najpiękniejszych historii miłosnych ostatnich lat. To sztuka umieć pisać tak, by każde słowo mocno wryło się w sercu czytelnika i zostało z nim na długo, o ile nie na zawsze. Przy lekturze Art & Soul stwierdziłam, że Cherry ma niebywały talent do tego, by malować słowem emocje i z pełną odpowiedzialnością podtrzymuję własne stanowisko w tej kwestii. 

„Nim ją poznałem, nie wiedziałem, co to życie. Po niej nigdy nie poznam, co to śmierć.”

Kochając pana Danielsa to jedna z tych powieści, po przeczytaniu których nie wiadomo, co powiedzieć, choć wydaje nam się, że emocje rozsadzają nas od środka, a słowa krzyczą w głowie, domagając się ujścia. Schody zaczynają się jednak wtedy, gdy nadchodzi moment przelania na klawiaturę własnych myśli. W takiej chwili dochodzi się do wniosku, że przeznaczeniem książek jest po prostu je przeczytać i pozwolić sobie je przeżyć, a nie o nich pisać. Cherry udowodniła tylko, jak wiele jest w tym prawdy. Napisała piękną historię o dwójce pokaleczonych przez życie młodych ludzi, – Ashlyn Jennings i Daniela Danielsa - którzy zrządzeniem losu nagle znaleźli się w podobnym położeniu. Oboje starają się na własny, czasem nieporadny sposób poradzić sobie z zagubieniem, udźwignąć ciężar toczącego się dalej życia i uporać z bólem po stracie najbliższych osób. 

„Kocham go tak bardzo, że każdy oddech mi o nim przypomina. Zatem czasami go wstrzymuję. Staram się nie oddychać.” 

Poznają się w czasie podróży pociągiem i spotykają ponownie w barze, podczas występu zespołu Misja Romea, którego wokalistą jest Daniel. Wystarczyła jedna noc, długi spacer i rozmowa, by w otaczającej ich beznadziei odnaleźli światło i swoją bratnią duszę. Los jednak znany jest z tego, że lubi płatać figle i perfidnie rzucać kłody pod nogi, o które tak łatwo się potknąć. Kolejne ich spotkanie w kilka sekund roztrzaskuje w drobny mak dopiero kiełkujące marzenia i gasi tlącą się w sercu wątłym płomieniem nadzieję. Daniel przestaje być Danielem – zabawnym, ciepłym i czułym młodym człowiekiem, który bez wahania oddał obcej dziewczynie własny rękaw, by mogła się wypłakać, a stał się panem Danielsem – nauczycielem literatury, którego działania i zachowanie określa etyka pedagoga. 

„- Nie jestem tak szczęśliwy, jakiego udaję.
- To dlaczego udajesz?
Spuścił głowę, wpatrując się we własne buty.
- Bo udawanie szczęścia to niemal jego odczuwanie. Przynajmniej póki nie przypomnisz sobie, że to tylko pozory. Wtedy jest smutno. Naprawdę smutno. Bo noszenie na co dzień maski jest bardzo trudne. A po jakimś czasie jesteś trochę przestraszony, bo maska staje się twoją częścią.”

Miłość, która nie miała prawa się zdarzyć, dwoje zranionych ludzi zasługujących na szczęście i Szekspir, czyli pełna emocji, łez, bólu, ale również radości i uśmiechu historia o spotkaniu właściwej osoby w niewłaściwym czasie. Opowieść o niełatwych wyborach, o próbie odnalezienia własnego ja, o rodzinie i trudnych relacjach. To nie tylko romans traktujący o dyskretnej miłości pomiędzy dwójką młodych ludzi, ale przede wszystkim cudowna i wzruszająca lektura o radzeniu sobie ze stratą, o odchodzeniu i w końcu o byciu żywym. Niby oczywistość, a jednak nie do końca.
Spod pióra Cherry wyszła powieść, będąca kwintesencją tego, jak powinno wyglądać prawdziwe love story. Autorka wykreowała konsekwentnych w swoim zachowaniu, barwnych bohaterów i zbudowała między nimi relację, która w prawdziwości i autentyczności przeplatała się z chwytającą za serce magią – taką, jaką spotyka się rzadko, ale kiedy już się na nią trafi, wierzy się w jej istnienie.
Kochając pana Danielsa to po prostu idealna lektura dla wszystkich zaczytujących się w romansach. W opowieściach o miłości, które ściskają za gardło, wyciskają łzy i rozrywają serca na drobne, a potem je sklejają i napełniają tak ważną w życiu nadzieją. 

„Kocham cię powoli.
Kocham cię głęboko.
Kocham cię szeptem.
Kocham cię zapamiętale.
Kocham cię bezwarunkowo.
Kocham cię czule i ostro, wolno i szybko. Poza czasem i na zawsze.
Kocham cię, ponieważ po to się urodziłem.”

______________________________________________________________
Brittainy C. Cherry, Kochając pana Danielsa, stron 432, FILIA, 2015
Przekład: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Czytaj dalej

#45. Przez niego zginę - K.A. Tucker

Dwudziestoośmioletnia Maggie Sparkes przyjeżdża do Nowego Jorku, by spakować rzeczy przyjaciółki, która popełniła samobójstwo. Policja zgromadziła mocne dowody. Twierdzą, że Celine połknęła całe opakowanie środków psychotropowych, popiła je wódką i już się nie obudziła. W szkatułce ukrytej w mieszkaniu przyjaciółki Maggie odkrywa jednak coś, co stawia wiele niewygodnych pytań. Musi dowiedzieć się czegoś o tajemniczym mężczyźnie, którego Celine kochała, chociaż miał stać się przyczyną jej zguby.

Szukając informacji, Maggie odkrywa nieznane fakty z prywatnego życia przyjaciółki. Przypadkowo stawia się także na celowniku mordercy, który nie cofnie się przed niczym, by jego zbrodnie nie wyszły na jaw.



Zgaduję, że niewielu czytelników znających twórczość K.A. Tucker, spodziewałoby się z jej strony skłonności do skomponowania kryminału. Autorka zapisała się w pamięci swoich odbiorców przede wszystkim, zbierającą świetne recenzje, serią Dziesięć płytkich oddechów, której, mimo przedzierających się z kart powieści tajemnic i sekretów, daleko było do typowych dreszczowców. A jednak, pisarka postanowiła pójść o krok dalej i nie dać się tak od razu zametkować przez rynek wydawniczy, jako twórca romansów, czy tak popularnych w ostatnim czasie New Adult. Odważnie wyszła ze swojej niedomkniętej szufladki i wykreowała pełnowartościowy kryminał, który z łatwością manipuluje umysłem czytelnika. Nie jestem aż tak zaznajomiona z gatunkiem, nie mam więc odniesienia do pióra stojących na podium w tej dziedzinie, ale z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że powieści K.A. Tucker nie brakuje absolutnie niczego, by skutecznie namieszać czytelnikom w głowach. 
Przez niego zginę zaczyna się dość niepozornie, w momencie, gdy główna bohaterka – Maggie Sparkes, postanawia uporządkować osobiste rzeczy zmarłej przyjaciółki Celine, która według policji popełniła samobójstwo mieszając leki psychotropowe z alkoholem. Obie dziewczyny znają się od dziecka, razem się wychowały i były dla siebie jak siostry, dlatego Maggie zaczyna mieć wątpliwości, czy przyjaciółka rzeczywiście targnęła się na własne życie. Podświadomie czuje, że ta sprawa wcale nie jest taka prosta, jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka, a znalezione przypadkiem rzeczy Celine prowadzą do jeszcze większych wątpliwości, zmuszają do zadawania niewygodnych pytań i poznania przeszłości zmarłej przyjaciółki, o której nikt nie miał dotąd pojęcia.
Razem z Maggie zaczynamy, więc szukać odpowiedzi na nasuwające się pytania i krok po kroku odkrywać kolejne mało pochlebne fakty z życia Celine, starając się jednocześnie rozwikłać tajemnice jej śmierci, choć to drugie staje się nie lada wyzwaniem, zarówno dla głównej bohaterki, jak i dla czytelników. 

„Trzeba przedrzeć się przez górę śmieci, by znaleźć skarb, ale jeśli coś się trafi, warte jest wysiłku.”

K.A. Tucker konsekwentnie podąża obraną przez siebie ścieżką, po drodze kilkakrotnie wysyłając nas na manowce i każąc nam tańczyć dokładnie tak, jak zagra. Prowadzi czytelników po nitce do kłębka, stopniowo odkrywa następne tajemnice i tworzy teorię, którą w najmniej spodziewanym momencie po prostu obala. Skutecznie manipuluje, miesza w głowach do tego stopnia, że przestajemy być czegokolwiek pewni, a potem trzymając za rękę towarzyszy w drodze ku kolejnym drzwiom, po to tylko, by po ich otwarciu, kiedy wydaje nam się, że zdołaliśmy rozwikłać enigmę, bez skrupułów pokazać nam język. Tyle absolutnie wystarczy, by zadowolić odbiorców i ofiarować im miłą odmianę od romantycznych porywów serca.

Niewątpliwie dodatkowym plusem powieści jest prosty i lekki w odbiorze, ale soczysty język i świetnie wykreowane postaci, wśród których właściwie każda ma jakiś związek z całą historią. Począwszy od niespecjalnie skorego do pomocy policjanta Childsa, koleżanki z pracy Celine, przez przyjaciela ze studiów i znajomego rzeczoznawcę w osobie Hansa oraz przystojnego zarządcę budynku, w którym zmarła wynajmowała mieszkanie, na sędziwej sąsiadce Ruby, która nie rozstaje się ze swoim kompletem do herbaty i tajemniczym mężczyźnie ze zdjęcia, skończywszy. Nie można zapomnieć oczywiście o energicznym detektywie, który dołoży swoją cegiełkę do rozłożenia całej sprawy na czynniki pierwsze oraz zasłużonego w śledztwie Zaca.

K.A. Tucker w moim odczuciu zadbała o każdy szczegół w stworzonej przez siebie historii tak, by stała się ciekawym, pełnym nieoczekiwanych zwrotów akcji i naprawdę intrygujących postaci, kryminałem. Przez niego zginę to świetna lektura dla wszystkich lubujących się w dreszczowcach, tych, którzy mają chęć na małą odmianę gatunkową, a przede wszystkim dla tych, którzy cenią sobie twórczość K.A. Tucker. Warto sprawdzić, jak autorka poradziła sobie w czymś zgoła innym niż miłosne porywy serca, a moim zdaniem podołała zadaniu i to wręcz koncertowo.  

„This man was once my salvation. Now he will be my ruin.”

______________________________________________________________
K.A. Tucker, Przez niego zginę, stron 512, FILIA, 2016
Przekład: Katarzyna Agnieszka Dyrek



Czytaj dalej

#44. To, co najważniejsze - Samantha Young

Witamy w Hartwell, spokojnym, nadmorskim miasteczku, gdzie dzięki tajemnicy sprzed wielu lat pewna kobieta zrozumie, co znaczy prawdziwa miłość...

Doktor Jessica Huntington całym sercem angażuje się w problemy swoich podopiecznych z więzienia dla kobiet, ale w życiu prywatnym starannie unika związków uczuciowych. Nauczyły ją tego bolesne doświadczenia. W więziennej bibliotece odkrywa plik starych listów miłosnych i jedzie do malowniczego Hartwell, żeby dostarczyć je adresatowi. Nadmorskie miasteczko rzuca na Jessicę swój czar, ale jeszcze większe wrażenie robi na niej przystojny właściciel miejscowego baru.

Od czasu rozwodu z niewierną żoną, Cooper Lawson skupia się na tym, co najważniejsze: na rodzinie i prowadzeniu baru przy nadbrzeżnej promenadzie, który od lat znajduje się w posiadaniu Lawsonów. Jednak kiedy Jessica przekracza progi jego knajpki, gotów jest znów otworzyć swoje serce. Chociaż wzajemne przyciąganie staje się coraz silniejsze, Jessica z uporem broni się przed bliskim związkiem.

Aby przekonać ją, że jest w życiu coś, o co warto walczyć, Cooper będzie musiał ofiarować jej więcej niż tylko namiętność. 


Niejednokrotnie już wspominałam, że mam duży sentyment do twórczości Samanthy Young, która bezapelacyjnie podbiła moje serce serią On Dublin Street, więc właściwie nie powinno dziwić, że po kolejne książki wychodzące spod jej pióra, w gruncie rzeczy sięgam w ciemno. Nie ma też, co ukrywać, że debiutanckim, budzącym masę emocji cyklem o grupie przyjaciół z Dublina, Young dość wysoko postawiła sobie poprzeczkę i w zaistniałej sytuacji nie sposób uniknąć porównywania wszystkich jej nowych dzieł do szkockiej serii. Chociaż, jak nie raz już udowodniono taki bilans, może wykazać zarówno kunszt autora, jego coraz lepszy warsztat i pisarski rozwój, ale również obnażyć wiele niedociągnięć, uwydatnić błędy i nerwowo zazgrzytać. Jak było w przypadku To, co najważniejsze? W zasadzie sama nie jestem pewna. Pomysł na fabułę ma w sobie niezwykły potencjał, a co więcej daje autorce możliwość pociągnięcia tematu dalej i  uzupełnienie go o kolejne ciekawe części. Niemniej jednak, osobiście czuję niedosyt, czegoś mi tutaj bowiem zabrakło do pełni mojego czytelniczego szczęścia. Być może dostanę to w kolejnym tomie.       

Ta historia zaczyna się od przypadkowo znalezionych listów, napisanych przeszło czterdzieści lat temu przez jedną z więźniarek, która jednak nigdy nie zdołała wysłać tych słów wyjaśnienia kierowanych do swojej młodzieńczej miłości. To właśnie te listy skłaniają powściągliwą i żyjącą w szaroburym, odmierzonym od linijki świecie, doktor Jessicę Huntington do podjęcia szalonej decyzji o spędzeniu wakacji w nadmorskim miasteczku i zwróceniu listów temu, który zrządzeniem losu nigdy ich nie otrzymał. Jessica trafia, więc do Hartwell – małej mieściny, w której wszyscy się znają tworząc jedną wielką rodzinę, każdy o każdym wie wszystko, a przesądy i wiara w przeznaczenie mają ogromną moc. Czy niespodziewane spotkanie w ulewnym deszczu, na osławionej promenadzie, z cichym właścicielem tutejszego baru i trzy tygodnie wakacji wystarczą, by cokolwiek zmienić w życiu?
Samantha Young udowadnia, że niecały miesiąc to wystarczająco dużo czasu na to, by znaleźć upragniony spokój, zakochać się w malowniczym miasteczku, nawiązać prawdziwe przyjaźnie, stać się rywalką czyjejś byłej żony a nawet znaleźć kogoś, kto zawładnie naszym sercem. To również wystarczająco dużo czasu by się pogubić, podać w wątpliwość swoje lekarskie powołanie, postawić własny świat na głowie, wyrzucić w kosz wszystkie postanowienia i w końcu przemeblować swoje życie, z odwagą sięgając po szczęście, jakie uparcie przysłaniają jednak cienie przeszłości. 

„Kiedy kobieta, którą kochasz, wpuszcza cię do swojego łóżka, nie pozwalasz jej odejść, chyba że ona sama tego chce.”

Nie ukrywam, że sięgając po To, co najważniejsze liczyłam na przyjemną lekturę, która wciągnie mnie w swój magiczny świat, bo właśnie z tym od zawsze kojarzą mi się małe, malownicze, nadmorskie miasteczka. I faktycznie moje pierwsze spotkanie z Hartwell to była urocza przygoda, pełna różnorodnych, bardzo barwnych postaci, których nie sposób nie polubić, na czele z głównym bohaterem Cooperem, jego przyjaciółką Bailey i jej biznesowym konkurentem Vaughnem. Jak na małomiasteczkową rzeczywistość przystało nie zabrakło też społecznych problemów, plotek, zabawnych sytuacji okraszonych błyskotliwymi dialogami, małych i dużych intryg, awantur zwariowanych byłych, a nawet pewnego chciwego bogacza, który nęka mieszkańców, choć to wszystko wciąż było wyłącznie tłem dla rozgrywającej się na pierwszym planie relacji między pewną siebie i uroczą, choć spragnioną ciepła panią doktor, a pełnym dobroci, empatii i szczerości właścicielem baru, który lubi się troszczyć o bliskich mu ludzi.
Wydawać, by się mogło, że to składowe na świetny romans i pewnie tak jest, chociaż uczciwie przyznaję, że znalazłam kilka zgrzytów w tej powieści, jak chociażby frustrujące momentami zachowanie głównej bohaterki, przez które aż się chciało wejść do książki i mocno nią potrząsnąć i nadmuchanie trudnej przeszłości Jessici do rangi dramatu, przez który zachowywała się irracjonalnie, a potem zbyt łatwe wyjaśnienie tych, bądź co bądź, kluczowych wątków w książce. Być może nie jest to coś, co ma znaczący wpływ na ogólny odbiór powieści pod warunkiem, że ma się właściwe nastawienie do tej historii.

To, co najważniejsze to udane rozpoczęcie serii, która mam nadzieje, kolejnymi częściami oczaruje mnie jeszcze bardziej. Opowieść o miłości z nutą pikanterii, w której autorka pokusiła się sięgnąć po magię małego nadmorskiego miasteczka i w jego otoczeniu udowodnić, że nigdy tak naprawdę nie jest za późno, by coś zmienić w swoim życiu, że czasem spontaniczne, szalone decyzje to najlepsze co może nam się przytrafić, a przeznaczenie czuwa, by wysłać znak w najmniej spodziewanym momencie.

To dobry wybór dla czytelników, którzy tak, jak ja, mają sentyment do twórczości Samanthy Young oraz dla tych, którzy cenią sobie subtelne, choć nieodchodzące od schematów, historie o miłości w malowniczym otoczeniu. 

„- Może nasza historia w końcu miała jakiś sens – powiedział cicho George, patrząc to na mnie to na Coopera. - Może to, co spotkało mnie i Sarah nie było na darmo. […] Czasami jakaś historia jest tylko częścią większej całości.”


 HART’S BOARDWALK series:
l TO, CO NAJWAŻNIEJSZE l EVERY LITTLE THING l

______________________________________________________________
Samantha Young, To, co najważniejsze, stron 300, BURDA KSIĄŻKI, 2017
Przekład: Ewa Górczyńska

Czytaj dalej

JASKÓŁKI LITERACKIE - zapowiedzi luty

Początek nowego roku niewątpliwie czytelniczo rozpieszcza. Jak tak dalej pójdzie, to nasze portfele doznają anoreksji, a większość z nas zbankrutuje, albo co gorsza zapożyczy się u jakiegoś lichwiarza na absurdalny procent, zastawi dom, bądź sprzeda nerkę, choć to już bardzo drastyczna wizja :P Włączył mi się czarny humor, albo to gorączka, kto to wie ;) W każdym razie, niepotrzebnie nie przedłużając, zapraszam Was na zapowiedzi lutego, czyli subiektywny przegląd najciekawszych  wydawniczych propozycji. 


1 LUTY
BEZ SZANS 
Mia Sheridan

OTWARTE

W upadającym górskim miasteczku Kyland i Ten zakochują się w sobie wbrew rozsądkowi i na przekór surowej rzeczywistości.
Kyland marzy tylko o tym, by przetrwać. Zaciska zęby i robi wszystko, by nie pokonała go bieda i samotność. Nie szuka miłości. Nie zamierza też oglądać się za siebie, gdy uda mu się wyrwać z piekła, w którym przyszło mu dorastać. Dla Ten codzienność to nieustanna walka o własną godność. Zmagania z chorobą matki i ludzką nieprzychylnością wymagają od niej wyjątkowej siły. Oboje rywalizują o bilet do lepszego życia, który może otrzymać tylko jedno z nich. Ktoś odejdzie, ktoś zostanie. Czy po latach zdołają spojrzeć sobie w oczy, jeśli poświęcą miłość dla przetrwania?

DO TRZECH RAZY ŚMIERĆ
Alek Rogoziński

FILIA

Autorka powieści kryminalnych, Róża Krull, otrzymuje zaproszenie na zjazd pisarzy, odbywający się we dworku pod Krakowem. Już pierwszego dnia jej koleżanka po piórze zostaje otruta. Wszystko wskazuje na to, że morderca, który zostawił na miejscu zbrodni czarną różę, wciela w życie fabułę jednej z powieści Krull. A inni zaproszeni pisarze wcale nie są tak niewinni, jak się wydaje. . .
Pisarka rozpoczyna prywatne śledztwo. Pomagają jej w tym zakochany w gotowaniu specjalista od public relations, zafascynowany kryminałami boy hotelowy oraz trzy szalone blogerki. Czy detektywi-amatorzy okażą się skuteczniejsi od policji?
"Do trzech razy śmierć" to pierwsza część nowej serii komedii kryminalnych, zatytułowanej "Róża Krull na tropie". 

PŁOMIENNA MIŁOŚĆ
Meredith Wild

BURDA KSIĄŻKI

Chyba każdy kawaler marzy o takim stylu życia, jaki prowadzi Darren Bridge. Darren jest strażakiem. Razem ze swoją ekipą gasi płonące budynki, a w wolnych chwilach trenuje w siłowni swojego brata. Niewiele kobiet oparło się jego wdziękowi, dopóki nie pojawiła się Vanessa. Różni się od wszystkich dziewczyn, które do tej pory poznał Darren. Niestety obiecał komuś, że da jej spokój.
Zapracowana Vanessa Hawkins od prawie dwóch lat nie miała urlopu. Kiedy wreszcie może wyrwać się z biura, żeby pojechać na wesele swoich przyjaciół – Camerona i Mai – jej uwagę przyciąga drużba. Darren jest niebezpiecznie przystojny i tak seksowny, że każda obdarzona ognistym temperamentem kobieta bez namysłu rozpoczęłaby z nim nawet najbardziej szaloną przygodę.
Po powrocie do miasta Darren uświadamia sobie, że kawalerski tryb życia stracił cały swój urok. Vanessa jest jednak tak zajęta, że w jej życiu nie ma miejsca dla mężczyzny, zwłaszcza dla takiego playboya jak Darren. Czy Darren odnajdzie drogę do jej serca i przekona Vanessę, że warto dla niego podjąć ryzyko? 

NIEPIĘKNA
Madeline Sheehan

CZARNA STRONA

Gdy chodzi o miłość, nie obowiązują żadne zasady.
Danielle Danny West jest córką Deuce'a Westa, przywódcy Klubu Motocyklowego Hell's Horsemen. To słodka i śliczna dziewczyna, która gdzieś zagubiła swoją drogę i wciąż pragnie rzeczy, które pozostają poza jej zasięgiem.
Erik Ripper Jacobs jest sierżantem w klubie jej ojca i znajduje się w połowie drogi do piekła. Trudne życie pozostawiło nieodwracalny ślad na jego ciele i twarzy – pokiereszowanej i oszpeconej przez blizny.
Podczas letniej nocy, kiedy drogi Danny i Rippera przetną się po raz pierwszy, ich życie zmieni się nieodwracalnie. Jednak ten romans jest daleki od pięknego i idealnego, przypomina raczej kraksę samochodową, gnącą metal i rozbryzgującą krew katastrofę, z której nikt nie może wyjść żywy.
To nie jest opowieść o losie i przeznaczeniu. To porywczy jak wicher romans pomiędzy dwojgiem kochanków, którzy nie mogą być razem. W tym świecie nie ma romantycznych wschodów słońca i pachnących płatków róż. Zamiast tego, ich miłość kwitnie w krainie nieustannej zbrodni i okrucieństwa, w zimnym przylądku rozpaczy i śmierci, gdzie nie istnieje niemal nic poza cierpieniem​ i. . . miłością.  

ŚCIEŻKI NADZIEI
Richard Paul Evans

MIĘDZY SŁOWAMI

Człowiek musi iść. Do tego został stworzony.
Po śmierci ukochanej żony, utracie domu i pracy Alan wyruszył w pieszą podróż przez całą Amerykę. Sam. Z jednym plecakiem. Z mnóstwem pytań o sens życia i cierpienia. Podczas swej niezwykłej wędrówki doświadczył dobra i ciepła, otrzymał pomoc i przekonał się o sile, jaką dać może tylko przyjaźń. Spotkał ludzi, którzy na zawsze odmienili jego życie. Powoli odzyskiwał nadzieję. Ale nigdy nie wiemy, co czeka nas za zakrętem drogi. Los znów kazał Alanowi przerwać podróż i poddał go kolejnej ciężkiej próbie. Teraz jednak Alan ma coś, czego mu brakowało, zanim wyruszył – bagaż doświadczeń i mądrość zdobyte podczas wędrówki. Czy to wystarczy, aby dokończyć podróż? Czy Alan zostawi za sobą przeszłość i znajdzie siłę, by żyć na nowo? Czy odzyska szanse na miłość i zwykłe ludzkie szczęście?
"Ścieżki nadziei" zamykają bestsellerową serię "Dzienniki pisane w drodze" Richarda Paula Evansa. Autor "Kolorów tamtego lata" i "Stokrotek w śniegu" zabiera nas w podróż, która odmienia życie i pozwala odzyskać nadzieję.

CZŁOWIEK, KTÓRY POZNAŁ NIESKOŃCZONOŚĆ
Robert Kanigel

ŚWIAT KSIĄŻKI

W 1913 roku 25-letni matematyczny geniusz - samouk z Indii, Ramanujan, pracujący jako urzędnik, pisze list do Godfreya Harolda Hardyego, uchodzącego za najwybitniejszego angielskiego matematyka tamtych czasów i prosi o opinię na temat kilku pomysłów dotyczących teorii liczb. Hardy orientuje się, że list został napisany przez geniusza. Pomimo sceptycyzmu swoich kolegów, zaprasza go do Anglii. W tradycyjnej kulturze Cambridge Ramanujan musi stawić czoła nie tylko najtęższym umysłom początków XX wieku, ale także uprzedzeniom rasowym. Robertowi Kanigelowi udało się nie tylko przedstawić dokonania Ramanujana, ale także pokazać źródła jego inspiracji, jego emocje, fascynację liczbami i przyjemność, jaką czerpał z ich badania. Po blisko stu latach od śmierci matematyka jego życie i twórczość są świadectwem, że prawdziwy geniusz może narodzić się w najbardziej nieprawdopodobnym miejscu. 


 2 LUTY
BOYS FROM HELL
Agnieszka Lingas-Łoniewska

NOVAE RES

Kiedy w grę wchodzą gorące uczucia, równie parne co teksańskie noce, nie liczą się konwenanse, lecz to, co jest sensem naszego życia.
Do małego miasteczka w Teksasie powraca osiemnastoletnia Anna – córka ambitnego polityka, od najmłodszych lat przebywająca w oddalonych od domu szkołach z internatem. Wkrótce spotyka na swojej drodze starszego od niej Jaxa – szefa motocyklowego gangu o nazwie Boys from Hell, osieroconego w wieku sześciu lat opiekuna rodziny. Młodzi kochankowie, oszołomieni namiętnością, początkowo nie dostrzegają chmur gromadzących się na horyzoncie. Czy siła miłości pokona dzielące ich granice i pozwoli na spełnienie marzeń? 


 8 LUTY
KIEDY POZOSTAJE ŻAL (tom 3)
Lisa De Jong

FILIA

Miałam zaplanowane całe życie. Idealny chłopak. Świetni przyjaciele. Wszystko układało się dokładnie po mojej myśli. Było tak aż do pewnej feralnej nocy, z której nic nie mogę sobie przypomnieć. To wszystko moja wina, a teraz zostały mi po nim jedynie wspomnienia. Tonęłam w wyrzutach sumienia, póki Sam Shea nie wrócił do mojego życia i nie pomógł mi się pozbierać. Powoli otworzył moje serce i zamieszkał w nim, zanim się zorientowałam, co właściwie się dzieje. Wiem, że na niego nie zasługuję. Próbuję poukładać swoje życie na nowo, ale zaczynają wracać do mnie okruchy wspomnień z tamtej pamiętnej nocy. Kłamstwa i sekrety powoli niszczą wszystko, co dla mnie drogie. Okazuje się, że być może nie jestem jedyną, która powinna czegoś żałować.



 13 LUTY
PODBÓJ (tom 3)
Elle Kennedy

ZYSK i S-KA

On wie, co to podbój, zarówno na, jak i poza lodowiskiem. On wie, jak celnie strzelać. . .
Allie Hayes przechodzi kryzys. Zakończenie studiów zbliża się wielkimi krokami, a ona wciąż stoi przed dylematem, którą ścieżkę kariery wybrać. Na domiar złego leczy złamane serce po rozstaniu z wieloletnim chłopakiem. Dziki seks bez zobowiązań, by zapomnieć, nie jest lekarstwem na jej problemy, ale nie sposób oprzeć się Deanowi Di Laurentisowi, przystojniakowi z drużyny hokejowej. Tylko ten jeden raz, bo mimo że przyszłość rysuje się niewyraźnie, to jasne jak słońce, że nie ma w niej miejsca dla króla jednorazowych numerków.
Szpan i pewność siebie nie wystarczy, by ją do siebie przekonać. . .
Dean zawsze dostaje to, czego chce. Dziewczyny, oceny, dziewczyny, uznanie, dziewczyny. To kobieciarz, zgadza się, i póki co nie spotkał kobiety odpornej na jego wdzięki. Aż poznał Allie. Przebojowa blondynka zawojowała jego świat przez jedną noc – i teraz chce, żeby zostali przyjaciółmi? O nie. To on mówi, kiedy jest koniec. Dean nie ustąpi w pogoni za swoim celem, ale gdy na drodze pojawiają się nieoczekiwane przeszkody, zaczyna się zastanawiać, czy nie nadszedł czas, by przestać zaliczać a oddać strzał prosto w serce. 

 15 LUTY
REAP (Poranione dusze tom 2)
Tillie Cole

FILIA

Przetrzymywany przez gruzińskich gangsterów i faszerowany nowym narkotykiem, zmuszającym do posłuszeństwa, 221 nie potrafi już myśleć, działać i żyć samodzielnie. Jest posłuszną marionetką swojego pana, który każe mu zabijać. Mierzący prawie dwa metry, ważący niemal sto piętnaście kilogramów, niezwyciężony w walkach na śmierć i życie mężczyzna skutecznie pomaga szefowi gruzińskiego klanu, trzęsącemu podziemnym przestępczym światem w Nowym Jorku.
Do czasu, aż 221 zostaje pojmany przez swoich wrogów.
Talia Tolstoi marzy, by wyswobodzić się ze szponów trudnej egzystencji. Chciałaby żyć inaczej – zerwać się ze smyczy ojca, jednego z liderów rosyjskiej Braci, i od pracy w brutalnych Kazamatach, rodzinnym interesie zajmującym się organizowaniem walk w klatkach. Wszystko się zmienia, kiedy dziewczyna poznaje więźnia swojej rodziny, który przypomina raczej zwierzę, i zaczyna odkrywać w nim człowieczeństwo. Ten potężny, piękny, poraniony mężczyzna przemawia do jej serca.
Jednak nie obejdzie się bez ofiar.


FLOWER. JAK KWIAT
Elizabeth Craft, Shea Showers

LITERACKIE

Ona miała plan. Wtedy spotkała jego...
Osiemnastoletniej Charlotte nie w głowie chłopaki, randki i wielkie miłości. Ma jasno określony plan i dopnie swego. Pójdzie na studia, zrobi karierę, udowodni coś rodzinie, a przede wszystkim sobie. Przecież zawsze wiedziała, czego chce, a zwłaszcza, czego chce uniknąć – głupich, nastoletnich zauroczeń, złamanego serca, niechcianej ciąży. Gdy w jej życiu pojawia się On, nagle o wszystkim zapomina... A zjawia się znikąd. Wkracza do jej świata bez uprzedzenia czy pytania. Z dnia na dzień wywraca jej poukładane życie do góry nogami. Ale takim chłopakom się nie odmawia. Tate jest przystojny i pewny siebie. Ma niski, zmysłowy głos, za którym – jak się okazuje – kryje się niejedna tajemnica. Czy Charlotte go posłucha?
"Flower" jest historią uczucia, które nie powinno rozkwitnąć. To zderzenie dwóch, zupełnie różnych światów. To w końcu miłość, która – jak zwykle – przychodzi niespodziewanie i przynosi ze sobą trzęsienie ziemi.

 22 LUTY
UKRYTE DZIAŁANIA
Margot Lee Shetterly

HARPER COLLINS

Porywająca opowieść o wyjątkowych kobietach, które zrobiły tak wiele, a o których wiemy mało lub nic.
Bez pracy tych wybitnie utalentowanych matematyczek amerykański sen o podboju kosmosu pozostałby w sferze marzeń. Świadome swej wartości, walczą o należne im miejsce w świecie zdominowanym przez mężczyzn, w świecie, w którym nadal obowiązują haniebne prawa segregacji rasowej.
To świetnie opowiedziana historia, która powstała dzięki setkom rozmów, wywiadów i mrówczej pracy badawczej.

Z morza informacji wyłonił się wielobarwny, intrygujący obraz pewnej epoki, z jej wszystkimi blaskami i cieniami. 

 23 LUTY
MANWHORE +1
Katy Evans

KOBIECE

Kultowy romans, którego namiętne początki przedstawia pierwsza część zmysłowej serii nieprzerwanie iskrzy się na kartach Manwhore+1.
Wpływowy i bogaty playboy? Odhaczone.
Bezwzględny w interesach? Odhaczone.
Przepełniony grzechem? Oj, zdecydowanie odhaczone.
Malcolm Saint miał być zadaniem. Artykułem. Przystojnym, tajemniczym mężczyzną, którego pikantne sekrety młoda dziennikarka miała ujawnić całemu światu. Próbowała odkryć jego tajemnicze karty, ale to on odkrył jej pragnienia. Serce wygrało z rozumem i nic już nie mogło ich powstrzymać.
Malcom Saint jest grzechem. Gwen dla niego stała się grzesznicą. Teraz wie jedno. Pierwsze wyzwanie zakończone, pora na drugie. O wiele poważniejsze. Zdobyć zaufanie pana Sainta i pokazać, że jest się jego panią +1.
Uosobienie grzechu w postaci bynajmniej nie świętego pana Sainta zniewala ponownie.


I CO, WIDZICIE COŚ DLA SIEBIE? 
JA JUŻ ZNALAZŁAM SWOJE 'MUST READ' NA LUTY.
Czytaj dalej

#43. Emma Chase i jej niesforni chłopcy znów w akcji

Gdy Brent Mason patrzy na Kennedy Randolph, nie widzi zawstydzonej, słodkiej sąsiadki, z którą się wychowywał. Widzi pewną siebie, cudowną kobietę... która obcasem szpilki od Christiana Louboutina pragnie zmiażdżyć konkretne części jego ciała.
Brent nie pozwolił, by utrata nogi w wypadku samochodowym przed wielu laty miała wpływ na prowadzone przez niego satysfakcjonujące życie. Wysoko stawia sobie poprzeczkę, po czym pokonuje wszystkie przeszkody na drodze do celu.
A teraz jego celem jest Kennedy.
Z kolei kiedy ona patrzy na Brenta, widzi tylko zapatrzonego w siebie gogusia, który upokorzył ją w szkole średniej tylko po to, by wkraść się w łaski grupy popularnych dzieciaków, tych samych, które zamieniły jej licealne lata w piekło.
Kennedy nie jest już społecznym wyrzutkiem – jest prokuratorem w stolicy, ma na koncie pasmo sukcesów. Brent jest adwokatem obrony w jej nowym procesie, więc dawna koleżanka postanawia skorzystać z okazji i odpłacić mu się pięknym za nadobne.
Jednak sprawy nie do końca układają się po ich myśli.
Każda ostra wymiana zdań zmusza panią prawnik do zastanowienia się, czy Brent jest równie żywiołowy w sypialni, co na sali sądowej. Natomiast każdy jej argument i sprzeciw sprawiają, że młody obrońca pragnie Kennedy coraz bardziej.
W końcu nawet prawnicy mogą się zakochać… Werdykt serca swoją drogą, ale czy sąd udzieli im ułaskawienia? 


Przystojny książę, uparta księżniczka o złotym sercu i ich słodka miłość, która jest w stanie wykiwać złoczyńców i przełamać złe zaklęcia – czy to nie brzmi, jak materiał na kolejną bajkę Disneya? Emma Chase nie raz już udowodniła, że ma słabość do bajek i, sama się zresztą otwarcie do tego przyznała, tak właśnie traktowała Ułaskawienie, które z czasem ewoluowało i nabrało nieco innego kształtu, niż to pierwotnie zakładała, czego ja osobiście absolutnie nie mam jej za złe, a wręcz przeciwnie.

Jeśli jakiś autor potrafi sprawić, bym od pierwszej strony, ba!, od pierwszych przeczytanych słów, śmiała się do łez, to jest to Emma Chase – niezaprzeczalna Królowa Komedii Romantycznych, i to jeszcze takich widzianych oczami faceta.
Co prawda zdarza jej się po drodze zaliczyć kilka drobnych wpadek, a nawet ulepić jakiegoś irytującego bohatera, ale mimo wszystko każda stworzona przez nią historia, przenosi czytelników w zupełnie inny, pełen rozluźnienia świat, nie pozwalając jednocześnie, by podczas lektury choć na moment opuścił ich dobry nastrój, a z ust zszedł goszczący tam uśmiech. 

„Uciekamy od rzeczy, które sprawiają ból, które zraniły nas w przeszłości. Właśnie po to są blizny. Chronią rany. Pokrywają je grubą, niewrażliwą warstwą, byśmy już nigdy nie czuli tego samego bólu.”

Ułaskawienie to niewątpliwie fantastyczne dopełnienie Skazania i trzymające poziom zakończenie cyklu o waszyngtońskich obrońcach z jakże intrygującym tytułem The Legal Briefs, którego początki miały swoje wzloty i upadki. 

Tym razem na pierwszy plan wysuwa się Brent Mason – zabawny, diabelnie przystojny i bardzo skuteczny prawnik, który nie pozwala, by wypadek z dzieciństwa w jakikolwiek sposób odebrał mu radość z czerpania garściami dobrodziejstw tego świata, czy stał się przeszkodą w dążeniu do celu.
To, co z pewnością zaliczyć można na ogromny plus w tej historii, to fakt, że Emma Chase miała odwagę stworzyć męskiego bohatera fizycznie nieidealnego, choć nie ma co ukrywać Brent i tak na tym w żaden sposób nie traci. Mimo wszystko jednak podobnych zabiegów ze strony autorów kobiecej literatury raczej się nie uświadczy. Powszechnie utarł się jakiś dziwny schemat, że męskie postaci muszą być wymuskane do granic możliwości – wszystko odmierzone od linijki, zero defektu, brak krzywych zębów, garbatego nosa, czy chociażby widocznej blizny na wydłutowanym jak przez rzeźbiarza ciele. Szkoda, bo wbrew pozorom taki nieideał zyskuje więcej, niż odlany z formy posąg, ale ja nie o tym. 

„Kennedy przygląda mi się, jakbym był księciem, który obudził ją właśnie pocałunkiem, znalazł jej szklany pantofelek, wziął ją na latający dywan i pokonał złą wiedźmę...”

Brent bezapelacyjnie skrada serca już w chwili, w której pojawia się na czytelniczym ekranie po raz pierwszy, jeszcze w Unieważnieniu, i ta sympatia wcale nie traci na sile nawet, wtedy gdy mamy okazję poznać jego historię, gdzie towarzyszy mu pewna siebie, pyskata, naprawdę zadziorna i pozornie nie do ugłaskania pani prokurator, sąsiadka z dzieciństwa, przyjaciółka i pierwsza miłość – Kennedy.
Biorąc, więc pod uwagę taką obsadę możecie być pewni, że czeka Was wesoła i pełna namiętności wojna charakterów, opowiedziana z punktu widzenia samego zainteresowanego, obfitująca przy tym w zabawne sytuacje, błyskotliwe i złośliwe dialogi, mnóstwo ciętych ripost za każdym razem idealnie trafiających w punkt, a nawet chwil wzruszenia, choć bez łez, no chyba, że zaczniecie płakać ze śmiechu, co jest jak najbardziej prawdopodobną opcją. Warto również wspomnieć, że autorka i tym razem zadbała o to, by wpleść w treść kilka subtelnych mądrości i zwrócić uwagę na to, co istotne – jak ogromny wpływ na ludzkie życie ma podkopanie pewności siebie, brak wiary we własne możliwości, a co więcej jak ogromnych pokładów cierpliwości i pracy wymaga odzyskanie raz utraconego zaufania. To wszystko, oczywiście odmierzone w odpowiednich proporcjach, bez nadęcia i uczucia przytłoczenia, za to z lekkością i humorem.  

„– Aniołku? – pyta.
– Jasne. – Podnoszę szklankę do ust. – To właśnie anioł zesłał plagi na Egipt...”

Co tu dużo mówić, Ułaskawienie to kolejna książka autorstwa Emmy Chase, która rezolutnie poradzi sobie z każdym złym samopoczuciem i odeśle w zapomnienie najbardziej przygnębiającą pogodę za oknem. Ubóstwiam autorkę za jej niezwykłą umiejętność ubarwiania czytelnikom szarej codzienności i łatwość z jaką dzieli się tym, co z pozoru proste, ma tak ogromną moc –  po prostu śmiechu. Ofiarowuje czytelnikom rozrywkę w najczystszej postaci, bez dramatów z przeszłości, zbędnej ckliwości, tragizmu i emocji okrutnie ściskających za gardło. Od tego mamy innych pisarzy, Emma Chase osiągnęła najwyższy level w organizowaniu zabawnych wycieczek do magicznych i niewinnych w swojej prostocie opowieści o miłości, którym przewodzi cudowna idea, że prawdziwe uczucie jest w stanie pokonać wszelkie przeszkody. Ułaskawienie wcale nie jest w tej kwestii wyjątkiem. To historia o tym, jak młodzieńcza miłość może przerodzić się w coś silnego, trwałego i nierozerwalnego, a potem mimo upływu lat ponownie doprowadzić do siebie dwa zagubione, ale zakochane serca.

Dlatego gorąco polecam wszystkim miłośnikom twórczości Emmy Chase, tym, którzy nie skosztowali jeszcze fundowanej przez autorkę rozrywki i przede wszystkim tym, którzy mają chęć na moment oderwać się od trudów dnia codziennego i być może ciężkich lektur, trochę się pośmiać i rozluźnić.
Emma Chase pomoże Wam w tym i zrobi to koncertowo.

„- Pamiętasz, gdy uczyłem się ponownie jeździć na rowerze? Kąciki jej ust unoszą się nieznacznie.
– Tak, pamiętam.
– Mieliśmy jedynie twoją damkę, więc siedziałaś na kierownicy, kiedy pedałowałem.
Przytakuje.
– Któregoś dnia jechałem za szybko i trafiliśmy na kamień, przez co oboje spadliśmy. Nie chciałem więcej tak jeździć, bo bałem się, że zrobię ci krzywdę. Pamiętasz, co mi wtedy powiedziałaś?
Patrzy mi prosto w oczy.
– Powiedziałam… Powiedziałam, żebyśmy jechali dalej… ponieważ dla jazdy warto spadać.”

THE LEGAL BRIEFS series:
l UNIEWAŻNIENIE l SKAZANIE l UŁASKAWIENIE l

______________________________________________________________
Emma Chase, Ułaskawienie, stron 400, FILIA, 2017

Przekład: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Czytaj dalej

#42. Zakręty losu - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Pierwsza część trylogii o braciach Borowskich. Książka o miłości pierwszej, nieoczekiwanej i niezwykłej. Jej siła jest tak wielka, że odmienia ludzi i zdarzenia. I chociaż prowadzi do zbrodni, odkrywa przed bohaterami blask wielkiej namiętności...

Katarzyna rozpoczyna życie w nowym otoczeniu, gdy nagle pojawia się On… Dziewczyna boi się nadchodzącej namiętności, ale już wie, że będzie w to brnąć. Czuje, że zaczyna jej na nim zależeć… i to bardzo.
Krzysztof od początku wiedział, że z nią to będzie coś innego. Zastanawiał się nad swymi uczuciami i odkrywał w sobie coraz większe pożądanie. Nie przypuszczał, że ta miłość na zawsze odmieni jego życie…
Poruszająca opowieść o młodości uwikłanej w wybory, które odmienić mogą niejedno życie. Czy wiara w potęgę miłości zdoła uchronić bohaterów przed trudnościami, jakie niesie los? Czy ich marzenia o wspólnym życiu mogą się ziścić? 


Macie chęć sięgnąć po prawdziwy miszmasz gatunkowy? Romans, dramat i powieść sensacyjna, która potrzyma Was trochę w napięciu to składowe jednej z najbardziej poczytnych serii spod pióra pani Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, stanowiącej o zawiłych losach braci Borowskich. Pierwsza część Zakrętów losu jest niczym innym, jak wybuchową mieszanką literacką o skrupulatnie dobranych proporcjach – nie daje chwili wytchnienia, porywa w swój wir i nie pozwala oderwać się od lektury, przynajmniej dopóki nie zdołamy poznać zakończenia.

To opowieść o dwójce osiemnastolatków wchodzących w dorosłość i starających się obrać właściwą drogę ku przyszłości, których losy splata przeznaczenie, przypadkowe spotkanie w parku, a potem niespodziewanie rodzące się między nimi silne uczucie pierwszej prawdziwej miłości. Los jednak lubi pociągać za sznurki i realizować scenariusz do przedstawienia, gdzie nie brakuje czarnych charakterów i zakrętów, z których nie każdy zdoła wyjść obronną ręką. Tragiczna przeszłość, splot mniej lub bardziej dramatycznych zdarzeń, intrygi i przestępcza działalność starszego z braci Borowskich kładą się cieniem na życiu Krzyśka i Kaśki. Zmuszają ich do dokonywania wyborów, podejmowania trudnych decyzji, wystawiają łączące ich uczucie na ogromną próbę i w końcu rozdzielają ich drogi na długie lata.
Tymczasem życie zatacza koło. Krzysiek i Kaśka spotykają się znowu, po trzynastu latach i są zupełnie innymi ludźmi. Choć oboje wewnętrznie zranieni, obarczeni dramatyczną przeszłością, powinnościami i bolesnymi wspomnieniami, teraz stoją po dwóch stronach barykady, a uczuciu, które mimo żalu i rozgoryczenia, wciąż tli się w ich sercach wielkim płomieniem, towarzyszy prawniczy konflikt interesów. Uwikłani w niebezpieczny świat mafijnych porachunków, po raz kolejny stoją na zakręcie i muszą zdecydować, w którym kierunku podążyć. Tylko, że tym razem nie wszystko zależy od nich, a decydujący głos mają ludzie, którzy nie znają świętości, nie mają ludzkich odruchów i nie kierują się żadnymi wartościami.

„Zabiłaś we mnie wszystko, co dobre, Kaśka… Zabrałaś tamtego Krzyśka ze sobą i nie wiem, co z nim zrobiłaś, ale jego tutaj już nie ma – uderzył się pięścią w piersi.”

Możecie być, więc pewni, że podczas lektury staniecie się świadkami trudnych wyborów, skomplikowanych relacji i wydarzeń rodem z filmów sensacyjnych, choć zawsze w myśl zasady, że wszystko dzieje się po coś. Nie zabraknie momentów wzruszenia, prawdziwej namiętności i seksualnego napięcia, wewnętrznej walki głównych bohaterów, zażartych kłótni, intryg, bójek, czy nawet chwil grozy oraz tego, co w dziełach pani Agnieszki zawsze jest obecne – EMOCJI, w najczystszej postaci.

Zwolennikom nienachalnej romantyczności i braku nadmiernej słodkości mogą przeszkadzać niektóre ckliwe zwroty, jakimi raczyli się bohaterowie, częste wyznania miłości i sceny jak z pełnokrwistych romansów, ale szybkie tempo wydarzeń i interesując fabuła rekompensują tę drobną dawkę słodkości zawartą w powieści. Nieoczekiwane zwroty akcji, niewątpliwie trzymają w napięciu, choć towarzyszący nam podczas lektury narrator potrafi także na moment uśpić czujność czytelnika, by w najmniej odpowiednim momencie wyskoczyć z niespodzianką, niczym królik z magicznego kapelusza. Mimo, że podświadomie czujemy, jaki ta historia może mieć finał, to i tak w głowie zapala nam się intensywnie świecąca lampka, budząca wątpliwości i siejąca maleńkie ziarno niepewności, co do przyszłości bohaterów. 

„Widzisz, Katka, i to jest twój główny problem! Bo ty zawsze wszystko wiesz i jak sobie coś uroisz w tej… - zrobił ruch ręką, jakby chciał ją złapać za włosy – głowie, to uważasz, że to jedyna prawda, jaka istnieje!Gdybyś mnie naprawdę kochała, to wiedziałabyś, że nigdy bym ciebie o nic nie oskarżał i poszedłbym za tobą jak w ogień, wszędzie! Zostawiłbym studia, mojego ojca, jego kancelarię i poszedłbym tam, gdzie i ty! Ale ty wiedziałaś lepiej! I zabrałaś mi trzynaście lat życia! A teraz wróciłaś i jesteś moim przeciwnikiem w sądzie! Co jeszcze, Katka? Co mi jeszcze szykujesz?!!!” 

Na uwagę zasługuje również fakt, że Autorka z pewnością nie szczędziła czasu na przeprowadzenie researchu i merytoryczne przygotowanie się do poruszanej tematyki, zarówno pod kątem funkcjonowania zorganizowanych grup przestępczych, jak i działań podejmowanych przez wymiar sprawiedliwości, czy środowisko prawnicze bezpośrednio zaangażowane w rozpracowanie narkotykowej mafii. Nie jest to łatwy temat, ale Agnieszka Lingas-Łoniewska nie zasypuje swoich odbiorców niepotrzebnymi informacjami, a wręcz przeciwnie, wybiera to , co najistotniejsze dla historii Krzyśka oraz Kaśki i przedstawia wydarzenia w sposób zrozumiały, nieprzytłaczający i wiarygodny. Osobiście jestem usatysfakcjonowana, choć nie ukrywam, że czuję też czytelniczy niedosyt, który na całe szczęście, szybko mogę zaspokoić kolejną dawną braci Borowskich.

Zakręty losu to wbrew pozorom nie jest opowieść wyłącznie o miłości, mimo że odgrywa ona tutaj znaczącą rolę. To również historia, która uświadamia, jak łatwo jest stoczyć się na samo dno, niezależnie od statusu społecznego, nazwiska, czy wieku i jak trudne, o ile w ogóle możliwe, bywa wykopanie się z tego dołu. Uzmysławia, że nie można brać odpowiedzialności za czyjeś postępowanie i na siłę ratować tych, którzy tej pomocy nie chcą. I w końcu pokazuje jak bezwzględni, brutalni i bez jakichkolwiek wartości okazują się być ludzie mafii, którzy nigdy NIE ZAPOMINAJĄ.
Dlatego gorąco polecam!

„Bo Ty jesteś moim życiem, moim przeznaczeniem, moim pokręconym losem i nie wyobrażam sobie istnienia bez Ciebie. Bo kocham Cię bardziej niż cokolwiek na świecie i zawsze będę… Zawsze.”

seria ZAKRĘTY LOSU:
l ZAKRĘTY LOSU l ZAKRĘTY LOSU. BRATERSTWO KRWI l ZAKRĘTY LOSU. HISTORIA LUKASA l ZAKRĘTY LOSU. NOWE POKOLENIE l

___________________________________________________
Agnieszka Lingas-Łoniewska, Zakręty losu, stron 352,
Wydawnictwo Novae Res, 2012

Czytaj dalej

#41. Raze - Tillie Cole

Aby przeżyć, musi zabijać...
Raze, szkolony w niewoli, aby okaleczać i zabijać, więzień numer 818, którego losem rządzi okrucieństwo i śmierć.
Po latach niewoli w piekle w głowie kołacze mu się tylko jedna myśl: zemsta. Krwawa, powolna, brutalna zemsta.
Zemsta na człowieku, który skłamał.
Na człowieku, który go skrzywdził.
Który go skazał i zmienił w pałającą wściekłością maszynę do zabijania. Potwora odartego z człowieczeństwa.
Kisa jest jedyną córką Kirilla „Silencera” Volkova, przywódcy niesławnej „Trójcy” bossów rosyjskiej Braci w Nowym Jorku. Jest chroniona, choć tak naprawdę żyje w więzieniu bez krat.
Kisa marzy o wolności.
Zna jedynie okrucieństwo i poczucie straty. Pracuje jako managerka imperium śmierci swojego papy, a jej codzienność wypełniają jedynie smutek i ból. Jej narzeczony, Alik, kontroluje każdy aspekt życia Kisy, panuje nad każdą jej decyzją i pilnuje, by pozostała uległa i martwa w środku. Ale jeden wieczór wszystko to zmienia.
Kisa wpada na ulicy na wytatuowanego i pokrytego bliznami mężczyznę, który obudzi w niej głęboko skrywane uczucia. Pragnienia znajome, choć zakazane.
Dziewczyna od razu wie, że wpadła w tarapaty. Piękny i groźny mężczyzna ma w oczach śmierć.
Kisa ma na jego punkcie obsesję. Pragnie go. Łaknie jego dotyku. Musi zdobyć tego tajemniczego mężczyznę, którego zwą Raze. 


Gdzie tak naprawdę są granice ludzkiej wytrzymałości? Jak wiele możemy znieść i wciąż, raz za razem z determinacją podnosić się z klęczek. Czy istnieje sposób na to, by obedrzeć kogoś z człowieczeństwa i moralności, bez skrupułów odbierając to, co najcenniejsze, czyli wolność i życie? Czy można pozbawić człowieka tożsamości, wyrwać mu korzenie i wytresować na niezwyciężoną maszynę do zabijania, bez emocji, bez wspomnień i bez duszy, z numerem zamiast imienia?
Przekonajcie się, co na ten temat ma do powiedzenia Tillie Cole, a jestem pewna, że znajdzie się wśród Was, przynajmniej jedna przedstawicielka płci pięknej, która swoje serce odda we władanie pewnemu złamanemu, pokrytemu bliznami mężczyźnie o niezwykłych oczach. 

„Raze. To jedyne imię, jakim kiedykolwiek mnie nazywano, ponieważ unicestwiłem każdego sukinsyna, który stanął mi na drodze.”

Raze to taka historia, która zniewala już od pierwszej strony, skutecznie uwodzi czytelnika i rozkochuje go w sobie, mimo szorstkości, brutalności i wypełnionej przemocą fabuły. W tych okolicznościach brzmi to, co najmniej niedorzecznie? Być może, ale wierzcie mi, wiem co mówię. Tillie Cole, z pewnością, wyssała do cna cały potencjał, jaki miała w sobie ta historia i uważam, że ta opowieść nie mogła być lepsza. Już na starcie autorka przyłożyła z przysłowiowej grubej rury, robiąc konkretne wejście do naprawdę mocnej, momentami szokującej lektury, w której wbrew pozorom można doszukać się odrobinę bajkowego wydźwięku, choć wszystko to bez niepotrzebnego nadmuchania, a w myśl zasady, że przecież w prostocie siła.

Kobieta żyjąca w więzieniu bez krat. Jedyna córka bossa rosyjskiej Braci i narzeczona sadystycznego, bezlitosnego i rozchwianego emocjonalnie Alika, obsesyjnie kontrolującego i śledzącego każdy jej ruch. Młoda dziewczyna, która stała się cieniem samej siebie, zatracona we wspomnieniach i dojmującej tęsknocie, za tym, kogo odebrała jej tragedia. 
I mężczyzna, który nigdy niczego nie robił z własnej woli. Od lat żyjący w zamknięciu, okrutnie torturowany, odurzany i tresowany na bestię niosącą zagładę. Chłopak, który urodził się by kochać, teraz zabija by przeżyć.  W głębi duszy zagubiony, bezradny i dręczony przeszłością, której nie pamięta, w końcu dostaje szansę na dokonanie zemsty, na tym, który z premedytacją skłamał.
Czy to ma prawo się udać? Owszem, jeśli tylko do gry wkroczy przeznaczenie, a ono miało swój plan, zanim jeszcze oboje przyszli na świat.  

„- Mogę cię mieć?
- Możesz mnie mieć, Solnyszko. Możesz mieć mnie całego. Zawsze miałaś i zawsze będziesz miała...”

Cole zafundowała swoim czytelnikom powieść, na którą ja osobiście, naprawdę długo czekałam, bo choć można jej zarzucić pewną przewidywalność, to niewątpliwie trzyma w napięciu i chwyta za serce emocjami, które spływają na nas z każdej strony. Jestem w stanie zaryzykować nawet stwierdzenie, że Raze to najciekawsza i najbardziej oryginalna książka, z jaką miałam szansę się zmierzyć. Szorstka, mroczna i surowa, niekiedy budząca moralny sprzeciw, ale wciąż autentyczna i, co chyba najważniejsze, pozbawiona nadmiernej słodyczy i lukrowanej wręcz romantyczności, które jedynie zepsułyby efekt, jaki udało się uzyskać autorce. Na uwagę zasługuje również samodyscyplina i niepodważalna konsekwencja Cole, nie tylko w precyzyjnie doprowadzonej fabule, w której do zera zredukowała niejasności i niedopowiedzenia, ale przede wszystkim w starannie uszytych postaciach, u których charakter, światopogląd i zachowania wynikają z życiowych doświadczeń i wpojonych wartości. Dopieszczenie tych, bądź co bądź kluczowych elementów, sprawia, że Raze tworzy spójną, przekonującą i w pełni kompletną całość, gdzie każdy niuans ma swoje miejsce, a postępowanie bohaterów wiarygodne uzasadnienie. 

„Zabijałem, bo musiałem. Nie miałem wyboru. I tak byłem martwy, nie byłem nikim więcej, jak tylko numerem – odartym z moralności, wolności i życia. Byłem zwierzem wytresowanym do zadawania cierpienia bez wyrzutów sumienia. A nie można zabić kogoś, kto nie ma duszy.”

Co prawda, w czasie lektury zetknęłam się z kwestiami,  z którymi się nie zgadzam i które dla mnie, jako kobiety są nie do przyjęcia, ale niezależnie od tego, po jak odważne rozwiązania w swojej książce sięga Tillie Cole, jesteśmy świadomi, że wszystko dzieje się w tej historii w jakimś celu i pozwala czytelnikowi, nie tylko wczuć się w panujący w niej klimat, ale przede wszystkim zrozumieć niebezpieczny półświatek rosyjskiej Braci. Co więcej autorka nie żałuje swoim odbiorcom porażających opisów, niezwalniającej akcji i sensacyjnych wydarzeń, których nie powstydziliby się twórcy najlepszych dreszczowców. Nie zabraknie poruszającej, emocjonalnej walki, seksu, napięcia i przemocy w najróżniejszych jej przejawach, a w samym środku tego wszystkiego dwoje przyrzeczonych sobie dzieciaków, którzy lgną do siebie na przekór całemu światu. Czego chcieć więcej?

Raze to naprawdę świetnie napisana, chwytająca za serce historia o złamanym przez okrutnych ludzi człowieku, który powraca do życia i uczy się na nowo wolności. Elektryzująca opowieść o sile przeznaczenia, pragnieniu zemsty, nadziei i w końcu o uczuciu, niezłomnym i prawdziwym, które prowadzi ku sobie dwie zgubione dusze.
Więzień 818, po prostu zapada w pamięć. Gorąco polecam i z niecierpliwością wyczekuję kolejnej części. 

„Byli sobie przeznaczeni, chłopak i dziewczyna, dwa rozdzielone serca. Bóg pragnął zbadać, czy prawdziwa miłość przetrwa. Chciał się dowiedzieć, czy wbrew przeciwnościom losu dwie połówki rozdzielonej duszy się odnajdą. Miną lata, oboje będą cierpieć. Oboje będą smutni, jednak pewnego dnia, kiedy najmniej będą się tego spodziewać, ich ścieżki ponownie się skrzyżują. Pozostaje pytanie: czy te dusze się rozpoznają? Czy odnajdą drogę wiodącą z powrotem do miłości…?”


Seria PORANIONE DUSZE:
l RAZE l REAP l

______________________________________________________________
Tillie Cole, Raze, stron 400, FILIA, 2016
Przekład: Katarzyna Agnieszka Dyrek

Czytaj dalej

#40. Lion. Droga do domu - Saroo Brierley

Dwadzieścia pięć lat rozłąki.
Ponad milion kilometrów kwadratowych do przeszukania.
I chłopiec, który zrobi wszystko, aby po latach odnaleźć utraconą rodzinę.

Pięcioletni Saroo zostaje sam na dworcu kolejowym. Szukając starszego brata, wsiada do przypadkowego pociągu i zmęczony… zasypia. Budzi się półtora tysiąca kilometrów od domu, w pięciomilionowej Kalkucie.

Nie pamięta, skąd pochodzi, nie wie, jak wrócić. Walczy o przetrwanie w jednym z najbardziej przerażających miast świata. Śpi na brudnych ulicach, ucieka przed gangami żebraków. Adoptowany, trafia do dalekiej Australii.

Mija dwadzieścia pięć lat. Myśl o odnalezieniu prawdziwej rodziny nie daje Saroo spokoju.
Ma jednak tylko okruchy wspomnień.
I technologię XXI wieku, która przyjdzie mu z pomocą. 


Tych kilka słów to jedynie wstęp i tak naprawdę mocne uogólnienie niezwykłej i wzruszającej, choć pełnej wybojów, historii człowieka, który się zgubił i który po latach stara się odzyskać utraconą tożsamość. 
Trudno sobie wyobrazić pięcioletnie, całkowicie bezbronne i kompletnie niezauważone, dziecko, które zdumiewającym zrządzeniem losu, trafia na ulicę jednego z najniebezpieczniejszych, a jednocześnie najgęściej zaludnionych miast świata i walczy o przetrwanie. Pozostawione same sobie, oszukiwane i zdradzane, otoczone ludzką ignorancją i brakiem empatii, a niekiedy również okrucieństwem. Znieczulica i zatracenie człowieczeństwa w dżungli, jaką okazały się być Indie, biją czytelnikom po oczach, ściskają za serce i wprawiają w niedowierzanie. 

„W rzeczywistości, każde ze wspomnień miało dla mnie znaczenie. W głębi duszy czułem, że są wszystkim, co mi zostało, i ciągle do nich wracałem, bojąc się, ze zapomnę.”

Autor za pośrednictwem własnej historii przybliża nam sytuację panującą w krajach, które dla wielu są, jak drugi koniec świata, tak odległe, że nawet się nie zastanawiamy, jak naprawdę wygląda życie tam. Z czym muszą zmagać się nie tylko dorośli, ale również niechciane dzieci. Zderzamy się ze skrajną biedą, skromną rzeczywistością Hindusów, których poziom życia pozostawia wiele do życzenia, biurokracją i systemem, który naszpikowany przepisami, niewiele ma wspólnego z urzędem, mającym na uwadze dobro tamtejszej społeczności. Rosnąca z roku na rok przestępczość, duża liczba bezdomnych dzieci oraz handel żywym towarem to procedery, które kwitną z powodu ubóstwa i niewystarczającej liczby przedstawicieli służb mundurowych.

Saroo Brierley przeprowadzi nas przez pełną emocji, strachu i łez, ale też bardzo szczegółową, opowieść o zaginionym chłopcu. Stanie się naszym przewodnikiem po obskurnych i podejrzanych ulicach Kalkuty, wypełnionych płaczem i krzykami dzieci ośrodkach dla młodzieży, aż do ciepłej i tak odmiennej Australii. 

„Ostrożność w połączeniu z koniecznością podejmowania ryzyka miały mi towarzyszyć przez cały czas mojej tułaczki.”

Staniemy się świadkami tego, jak doświadczenia z dzieciństwa kształtują charakter i sposób patrzenia na świat młodego człowieka, który miał w życiu nieprawdopodobne szczęście. Razem z Saroo doświadczymy dobra i zła, przeżyjemy dramatyczne, napełniające grozą, chwile. Zrozumiemy czym jest szacunek, poświęcenie i poczucie misji. Poznamy smak zagubienia i bezsilności pięcioletniego chłopca oraz determinację i frustrację dorosłego mężczyzny, który próbuje się dowiedzieć kim jest i skąd pochodzi.

Lion. Droga do domu to poruszająca i przede wszystkim autentyczna historia o przeznaczeniu, szczęśliwym trafie, przypadkach i zbiegach okoliczności. Opowieść dająca nadzieję, dostarczająca niezachwianej wiary w ludzką dobroć i w znaczenie rodziny. Przekonuje, że nigdy nie należy się poddawać, korzystać z nadarzających się okazji i patrzeć przed siebie, jednocześnie będąc wdzięcznym za wszystko, co ofiaruje nam los. 

„[…] porusza mnie świadomość, że dzieląc się swoimi doświadczeniami, mogę pomóc innym odzyskać nadzieję.”

______________________________________________________________
Saroo Brierley, Lion. Droga do domu, stron 272, Znak Literanova, 2016
Przekład: Małgorzata Kafel

Czytaj dalej

#39. Tommy Cordell i jego brudny świat - A. Lingas-Łoniewska

Jeden z najpopularniejszych fan fiction, w 2010 wydany w USA pod tytułem "Dirty World" doczekał się polskiej premiery. Wstrząsająca opowieść o miłości, demonach przeszłości, głęboko skrywanych tajemnicach i o wielkiej namiętności. "Wichrowe wzgórza" miały swoich Cathy i Heathcliffa, Brudny świat pokazuje zagmatwane i tragiczne losy Kati i Tommy'ego.

Po książki spod pióra p. Agnieszki Lingas-Łoniewskiej sięgam już w ciemno i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Jedne wykreowane przez Autorkę historie przetaczają mnie przez burzę z piorunami, bezlitośnie rozkruszając moje serce i budząc wewnętrzny sprzeciw, inne bez pamięci mnie w sobie rozkochują i uwodzą łatwością poruszania ludzkiej wrażliwości, a jeszcze inne ogrzewają moją duszę i rozbudzają, tak bardzo potrzebną człowiekowi, nadzieję. Jednak wszystkie, jak do tej pory, niezaprzeczalnie dostarczają emocji i nie pozwalają o sobie zapomnieć, a właśnie o to według mnie chodzi w naprawdę dobrej książce.

Brudny świat to nie jest historia lekka i kryształowa, bo jak sam tytuł wskazuje, niesie ze sobą brzydką prawdę, a na jej stronicach spotykamy zło w najczystszej postaci, granice ludzkiej podłości, nikczemność, a nawet najgorsze łajdactwo. To nie jest miłosna opowiastka upieczona na pulchnym słodkim spodzie, przełożona mdławą śmietanką, polana lukrem i doprawiona dorodną wisienką. Zamiast tego wkroczycie w brudną teraźniejszość rozwydrzonej gwiazdy rocka, z czarną jak smoła przeszłością i mglistą perspektywą na przyszłość. 

„Żyłem w brudnym świecie bez zasad, bez granic, wszystko było dozwolone, łatwe i szybkie, nie pozostawiało nic po sobie, takie proste i bezwartościowe.”

On – Tommy Cordell, to męski bohater, którego jednocześnie chce się przytulić i soczyście przyłożyć mu w twarz. Beztroski, bezczelny i zblazowany gwiazdor, który pod maską arogancji, egoizmu i wyuzdania skrywa głęboko zakorzenione w sercu wspomnienie wyjątkowo dramatycznego dzieciństwa. To taki typ człowieka, któremu udało się wyjść ze społecznego marginesu i teraz liczy się dla niego przede wszystkim zabawa. Choć im dalej w las, tym główny bohater bardziej się przed nami odsłania, pokazując swoją drugą lepszą stronę – człowieka ciepłego, opiekuńczego i takiego, któremu naprawdę na czymś zależy.
Z kolei jego literacka partnerka – Kati, piękna młoda kobieta, wybitna autorka najlepszych tekstów Semtexu i matka walcząca o przyszłość dla siebie i swojego synka. Zdystansowana, ostrożna i zamknięta w sobie dziewczyna po przejściach, która mimo wszystko bywa zbyt naiwna, a przy tym niestety może momentami stać się dla czytelników irytująca i niekonsekwentna. 

„Potrząsnąłem głową, żeby wyrzucić z głowy wspomnienie czasów, które minęły i nigdy już nie wrócą. Wiedziałem, że ciągle mieszkają w mojej głowie, ale posiadłem zdolność chowania ich do głębokich szuflad mojego umysłu i niewyciągania nigdy na zewnątrz.”

Tę dwójkę pozornie łączy tylko praca, jednak z czasem oboje odkrywają, że mimo dzielących ich różnic, odmiennych priorytetów i tak różnych charakterów, przyciąga ich do siebie coś więcej, niż tylko wspólny zawodowy sukces. Ona po huraganie jaki przetoczył się przez jej życie, szuka przede wszystkim bezpieczeństwa i stabilizacji. On zwyczajnie, po ludzku pragnie spokoju i… Kati, która emanuje tym, co dla niego przez całe życie było nieosiągalne. Ale czy w pełnym fałszu i sztuczności świecie show biznesu, który rządzi się własnymi, bezlitosnymi prawami, jest miejsce na prawdę i miłość?
Agnieszka Lingas-Łoniewska, krok po kroku odsłaniając kolejne karty, ukazuje czytelnikom kulisy sławy i nieprzyjazne środowisko blichtru, luksusu i blasku fleszy, w którym pełno nieczystych zagrań oraz ludzi, bez skrupułów, depczących prywatność. Seks, alkohol, narkotyki i całonocne imprezy, to chleb powszedni gwiazdorskiego świata, w którym nie ma miejsca na zobowiązania i odpowiedzialność. A fatalne w skutkach decyzje, nieznośny upór i nieumiejętność porozumienia się, to tylko nieliczne ze spraw, z jakimi w szranki staną Tommy i Kati. 

„Ona była moją jasną stroną, ona była moim życiem, moim codziennym dniem, moim czystym światem, ona sprawiała, że widziałem sens we wszystkim, co robiłem.”

Dwie odrębne osobowości, dwa różne światy, które przyciągają się jak bieguny, a w tym wszystkim oni  - naznaczeni przez przeszłość, napiętnowani przez zło i okrutne wydarzenia. Brudny świat to, mimo trudnej tematyki napisana lekkim piórem, emocjonalna i poruszająca, choć odrobinę przewidywalna historia o próbie odnalezienia sensu w życiu, wciągająca opowieść o walce z głęboko zakorzenionym przekonaniem, że jest się nic niewartym wyrzutkiem. Dzięki poprowadzonej dwutorowo, narracji pierwszoosobowej, staniecie się świadkami jak pokonany i staczający się na samo dno Tommy Cordell, w końcu się od tego dna odbija, a potem podejmuje wysiłek i stara się zadbać o to, co jest dla niego najważniejsze.

Być może Brudny świat nie wyciśnie z Was łez i nie złamie Wam serca, odrobinę je tylko nadkruszając za sprawą zakończenia, ale czas poświęcony na lekturę, nie będzie czasem straconym. Gorąco polecam wszystkim fanom twórczości Agnieszki Lingas-Łoniewskiej oraz miłośniczkom, nie do końca kryształowych, męskich bohaterów. 

"Pozostań przy mnie na zawsze
- przybierz, jaką chcesz, postać
- doprowadź mnie do obłędu,
tylko nie zostawiaj mnie samego w tej otchłani,
gdzie nie mogę Cię znaleźć!
Nie mogę żyć bez mojego życia.
Nie mogę żyć bez mojej duszy!" 

~ Emily Brontë, Wichrowe wzgórza

____________________________________________
Agnieszka Lingas-Łoniewska, Brudny świat, stron 296,
Wydawnictwo Novae Res, 2014


Czytaj dalej